Batumi - gruzińskie Las Vegas


Pomysł i parcie na zobaczenie Batumi powstał w mojej (Tomkowej) głowie. Pomysł ten powstał z racji, że nigdy nie byłem nad Morzem Czarnym i chciałem dodać ten akwen do mojego „CV”.   Wyobrażenia o tym kurorcie były całkowicie inne niż pokazała rzeczywistość. W głowie widziałem Batumi, jako podupadający kurort rodem z ZSRR, ale za to z piękną śródziemnomorską pogodą. W trakcie planowania tego etapu podróży podczas przeszukiwania Internetu natkałem się na relacje, w których opisywano klimat, jako bardzo ciepły wilgotny i deszczowy a architekturę nowoczesną, nawet użyto określenia „gruzińskie Las Vegas”. Nasz pobyt w herbacianym Batumi tylko potwierdził te relacje, ale o tym za chwilę.

   Wyruszając w drogę do Batumi z Mestii mieliśmy huśtawkę pogodową czasem słońce czasem deszcz, ale zbliżając się coraz bardziej do wybrzeża temperatura wzrastała dość intensywnie. Dlatego kiedy zobaczyłem morskie fale pomiędzy drzewami postanowiłem skręcić w pierwszą polną drogę w kierunku morza i wskoczyć do wody. Jak pomyślałem, tak też zrobiłem, po przejechaniu 200 metrów dotarliśmy nad brzeg i po ściągnięciu zbędnych rzeczy poleciałem z młodym do wody. Dzika plaża, szum morza, czarny piasek, czego chcieć więcej, tylko te zalegające śmieci psuły ideał całości. Ciekawość i chęć poznania Batumi przerwała nam słodkie lenistwo i po pikniku gdzieś na tej dzikiej plaży w okolicach Ureki ponownie skierowaliśmy naszą maszinę w kierunku Batumi. Po drodze mijaliśmy zapuszczone herbaciane pola, których nikt już nie uprawia, bo się nie opłaca. Pierwsze widoki Batumi potwierdziły bujną wyobraźnię architektów. Na horyzoncie zobaczyliśmy wysokie budowle, które w Polsce nie miały by racji bytu.
    Batumi okazało się dużym, ruchliwym miastem ustępującym tylko Tbilisi, znowu za kierownica musiałem prowadzić w najwyższym skupieniu, dlatego kiedy tylko zaparkowaliśmy odetchnąłem z ulgą pozostawiając auto w bezruchu na kolejne dni. Batumi szczyci się najdłuższą promenadą w Europie - tak Gruzini uważają się Europejczykami oraz architektonicznym Parkiem Cudów z wieżowcem Uniwersytetu Technologicznego z wbudowaną na szczycie karuzelą oraz 130m Alphabetic Tower, czyli wieżą z alfabetem gruzińskim na czele. Spacerując promenadą mamy do dyspozycji bardzo szeroki deptak, a rowerzyści śmigają na wyznaczonej i oddzielonej pasem zieleni ścieżce. Wzdłuż całego Batumi Boulevar znajdziemy mnóstwo nowoczesnych rzeźb, fontann czy stylowych ławek, oczywiście nie brakuje również placów zabaw.
   Gdy zaszło słońce miasto rozświetliło się wszystkimi kolorami tęczy, obudziły się do życia tańczące i grające fontanny, gdzie nasz syn w rytm muzyki skakał i biegał do utraty tchu.
Kolejnego dnia z mocnym postanowieniem słodkiego nic nierobienia wyszliśmy z naszego lokum i poszliśmy na kamienistą plażę gdzie zażywaliśmy kąpieli prawie, że słonecznych. Jednak na dłuższą metę z naszego postanowienia byczenia się nic nie wyszło, bo my już tak mamy, że odpoczywanie w ruchu lepiej nam wychodzi, dlatego już po ok dwóch godzinach ruszyliśmy w poszukiwaniu kawy i wylądowaliśmy o dziwo w najbardziej kosmicznym McDonaldzie na świecie. Kolejną atrakcją, którą warto zobaczyć będąc w Batumi to Delfinarium gdzie przez prawie godzinę popisują się dla nas i dla smakowitych rybek delfiny. Edi był naprawdę zachwycony, zresztą, co tu ukrywać nam też się podobało. W ciągu tych trzech dni przespacerowaliśmy Batumi wzdłuż i wszerz, każdego dnia było gorąco, każdego dnia padał deszcz, a pech też chciał, że w miejscu gdzie nocowaliśmy było czuć strasznie wysoką wilgotność powietrza tak ze szybkoschnące ręczniki nie schły.
     W drodze powrotnej zwiedziliśmy Ogród Botaniczny położony jakieś 9 km od centrum (droga do Kutaisi) na wysokim klifie, z którego rozpościera się fantastyczny widok na Batumi i Morze Czarne. Można tu podziwiać rośliny z całego globu i zatracić się w zielonej dżungli, zbaczając z głównego szlaku. Zachwycające było jak na powierzchni 110 ha po przejściu kilkuset metrów zmieniała się flora, można było przenieś się w inny zakątek naszej planety. W sumie ogród podzielony jest na 9 regionów geograficznych od Zakaukazia przez Himalaje po Amerykę Południową.  
   Zanim jednak dotarliśmy do Ogrodu Botanicznego podjęliśmy się wydawałoby się łatwego przedsięwzięcia, a mianowicie chcieliśmy wysłać tradycyjną kartkę pocztową do Polski, którą obiecaliśmy znajomym. Wydawało nam się, że wysłanie kartki z Batumi będzie proste, w końcu to takie nowoczesne i postępowe miasto, nic bardziej mylnego. Jakie było nasze zdziwienie, kiedy dotarliśmy w miejsce oznaczone na Google Maps jako Georgian Post, a tam nic. Ola próbowała swoim mizernym rosyjskim wspomaganym angielskim, polskim i językiem migowym dogadać się z miejscowymi gdzie ta poczta, ale tylko nikt albo nie rozumiał albo mało, kto wysyła kartkę pocztową w Batumi. Warto zaznaczyć, że znaczek, już był naklejony i przez 3 dni wyglądaliśmy skrzynki pocztowej, ale tej ani widu ani słychu. W końcu po godzinie latania po ulicy (my z Edikiem czekaliśmy w aucie) upolowała jakiegoś faceta, który, pomimo, że szedł w całkiem przeciwnym kierunku zaprowadził ją na upragnioną pocztę. Potwierdziło się kolejny raz, że Gruzini to świetny naród.


P.S. Kartka do Polski dotarła.

piknik na plaży, okolice Ureki
jest plaża jest morze, Czarne Morze, okolice Ureki
jak postawili tak stał, Batumi
spacer promenadą, , Batumi
takie ścieżki rowerowe to my lubimy, Batumi
nowoczesne rzeźby na Batumi Bulevard
Edi też się nie nudził, Batumi
zmierzamy w kierunku Parku Cudów, Batumi
budynek Uniwersytetu Technologicznego w tle, Batumi
Batumi
a Batumi buduje się dalej
Park Cudów, Batumi
Batumi Bulevard
jeszcze nie tańczy, Batumi
Tańcząca Fontanna i tańczący Edi, Batumi
kolorowe Batumi
kosmiczny McDonald's, Batumi
McDonald, Batumi
Delfinarium i skaczące delfiny, Batumi
show w Delfinarium, Batumi
widok na Batumi, Ogród Botaniczny
zapuszczamy się wgłąb zieleni, Ogród Botaniczny Batumi
Ogród Botaniczny Batumi
Bambusowy las, Ogród Botaniczny Batumi
Ogród Botaniczny Batumi
Zachód słońca w Batumi

Komentarze

Popularne posty