Gorące Tbilisi


„No nie….tędy nie przejedziemy” westchnęłam kiedy po raz  kolejny nasza super nawigacja poprowadziła nas na zamknięty most by wjechać do Tbilisi. Błądziliśmy już dobre pół godziny próbując przedostać się przez rzekę, w końcu stwierdziliśmy, że dostaniemy się do naszego apartamentu przy  Agmashenebeli Avenue inną drogą niżeli zalecała nam nawigacja. „Uważaj Tomek, ten z prawej zaraz wjedzie na nasz pas…..Uwaga, ten z lewej chce skręcić…...o kurcze!
właśnie minęliśmy drogę która prowadziła pod nasz apartament… trzeba jakoś  zawrócić” mówiłam do mocno skoncentrowanego Tomka kiedy staliśmy na moście w korku i coraz bardziej oddalaliśmy się od naszego dwudniowego lokum. No dobra udało się, znów przejeżdżamy przez zatłoczony most i nasza ulica jest na wyciągnięcie ręki, a tu nici ze skręcania bo jednokierunkowa – trzeba wrócić na swój pas- nie ma szans by ciebie ktokolwiek przepuścił. Trzecia zmiana świateł za tobą już trąbią, ale nie ma, że boli na prawy pas się nie dostaniesz….nagle Tomek presji nie wytrzymał i jedzie jak typowy Gruzin trąbiąc i napierając praktycznie zderzak w zderzak z samochodem, który nie chce nas wypuścić- większe auto większy priorytet na drodze…..jest udało się…co prawda na czerwonym, ale cali i zdrowi przejechaliśmy przez feralne skrzyżowanie. Kolejne wezwanie znaleźć apartamentowiec i dogodny parking. Jak już postawiliśmy samochód tak przez kolejne dni nie ruszaliśmy go, bo to dopiero w Tbilisi poznaliśmy co to znaczy gruziński styl jazdy. Tego nie można sobie tak wyobrazić to trzeba przeżyć na własnej skórze. Kilka razy mroziło mi krew w żyłach, bo co chwila widziałam w  wyobraźni jak kolejny samochód pakuje nam się w karoserię.
Zawitaliśmy w gruzińskiej stolicy wczesnym wieczorem i nawet był plan, że ruszymy jeszcze dziś na miasto, bo szkoda czasu marnować, ale dojazd tutaj tak nas wymęczył psychicznie, a dodatkowo panujący skwar na zewnątrz pokrzyżowały nasze plany. Wyskoczyliśmy tylko na szybką kolację i z powrotem do czterech klimatyzowanych ścian. Tego wieczoru padliśmy z Tomkiem jak muchy, tylko 3 letni Edi po cichutko dokończył oglądać bajkę na komputerze.
W sumie nasze przybycie do gruzińskiej stolicy przesądziło nie jako o całym pobycie. Miasto położone jest w dolinie i jest tutaj przez większość roku ciepło, a zwłaszcza w miesiącach letnich. Tbilisi kojarzy mi się z mega rozgrzanym kotłem, a przynajmniej tak było podczas naszego krótkiego pobytu. W tbiliskim kotle nie dość, że panował skwer jakich mało to jeszcze jak to w kotle bywa jest tam  niezły misz - masz przenika się architektura nowoczesna ze rozpadającymi się domami starego miasta, wszędzie pełno samochodów, a przejście przez jezdnię to nie lada wezwanie. Młodemu obiecaliśmy plac zabaw, więc ruszyły wielkie poszukiwania i tak zostaliśmy skierowani na wzgórze Mtatsminda (Święta Góra) gdzie nie tylko rozpościera się fantastyczny widok na  Tbilisi, ale również znajduje się wesołe miasteczko- Mtatsminda Park.  By się tam dostać musieliśmy wjechać kolejką Funikular. Spędziliśmy tutaj w cieniu drzew z pół dnia. W planach był jeszcze wjazd kolejką linową pod twierdzę Narikala i do Ogrodu Botanicznego, ale zwyczajnie nie zdążyliśmy, bo nadciągała burza, a my zamiast zwiedzać ukryliśmy się w przytulnym ogródku piwnym. Zanim  tam dotarliśmy to jeszcze udało nam się zobaczyć Katedrę Sioni, gdzie akurat odbywało się nabożeństwo i to co najbardziej w oczy się mi rzuciło to białe adidasy duchownego. We wspomnianym zaś ogródku piwnym  poznaliśmy rosyjską rodzinę z Kamczatki oraz Chorwata, który okazała się członkiem klubu rowerowego Pedalinac zmierzającego z Zagrzebia do Baku na Igrzyska Europejskie. Chociaż dobrze się nam gawędziło to z ciężkim sercem musieliśmy ruszyć w stronę mieszkania, bo chcieliśmy też jeszcze zobaczyć Park Europejski z najsłynniejszą "podpaską świata " czyli Mostem Pokoju. Teraz trochę mi żal, że jednak nie widzieliśmy ani siarkowych Łaźni ani Suchego Mostu z targiem staroci, a na Matkę Gruzję oraz twierdzę Narikala spoglądaliśmy błądząc w zaułkach Starego Tblisi. Jednak chyba nic straconego, bo do Gruzji chcemy wrócić i damy szansę stolicy jeszcze jedną by nas zauroczyła, bo niestety nie była to dla nas miłość od pierwszego wejrzenia.


wzgórze Mtatsminda
rzeka Mtkvari

Opera w Tbilisi

Rustaveli Avenue w Tbilisi

Tbilisi

zmierzamy do Mtatsminda Park

Tbilisi ze wzgórza Mtatsminda

to gdzie jest ten Park Europejski?

w tle rezydencja Premiera- nowoczesność miesza się ze starym

podwórko w Old Tbilisi

błądząc po Tbilisi

Plac Wolności

Old Tbilisi

Matka Gruzja na straży

Old Tbilisi

Old Tbilisi

Tu kupisz najlepszy chleb świata (moim zdaniem- Ola)

klimat jest w Tbilisi

Old Tbilisi

w Katedrze Sioni

z nowym znajomym z Chorwacji
 foto made by Mladen Gaćeša

małe zakupy przed Mostem Pokoju

Tbilisi

Matka Gruzja

w przerwie można se pograć w szachy

Usiądź w Tbilisi


Komentarze

Popularne posty