Swanecka przygoda


Planując wyjazd do Gruzji przejrzałem praktycznie cały Internet, a filmików o warunkach drogowych na trasach dojazdu do Omalo lub Mesti i Ushguli przejrzałem całe mnóstwo. Te wszystkie zabiegi i tak nie rozwiały moich wątpliwości czy damy radę, jak długo pojedziemy, czy są stacje benzynowe po drodze itd., dlatego teraz  bogatszy o własne doświadczenia mogę stwierdzić, że droga do Mestii jest jak nasza DK (droga krajowa). Co prawda czasami momentami bardziej kręta, ale z równym asfaltem i pięknymi widokami. Jedynym jej minusem jest brak zabezpieczenia przed spadającymi kamieniami ze stromych poboczy, choć bardziej chyba trzeba tutaj uważać na krowy na drodze niżeli spadające głazy.

Mestia to stolica regionu Swanetia, który słynie z średniowiecznych wież obronnych. Baszty te miały bronić mieszkańców nie przed najeźdźcami, ale przed najbliższymi sąsiadami zza płotu. Słyszeliśmy opowieść od znajomych o żołnierzach niemieckich, którzy w czasie II wojny światowej omyłkowo wylądowali w Górach Swaneckich. Miejscowi górale wzięli ich w niewolę i przez 15 lat wykorzystywali do różnych prac nie informując ich o zakończonej wojnie. To obrazuje jak nieprzystępną była ta górzysta kraina i co nieco o ludziach którzy tam   żyją. Sama Mestia staje się kurortem wypoczynkowym z wszystkimi udogodnieniami turystycznymi. Centrum miejscowości odnowiono w 2008r. Jest tu kilka nowoczesnych hoteli, restauracji – my polecamy Restaurant Laila w samym centrum, gdzie byliśmy na kolacji i gdzie za nie duże pieniądze wypróbowaliśmy lokalne specjały. W międzyczasie Edi znalazł sobie nowych przyjaciół w postaci gruzińskiej rodziny, do której postanowił się dosiąść i porozmawiać z nimi.
Następnego dnia czekało nas nie lada wyzwanie, do przejechania samochodem zaledwie 45 km w jedną stronę ale czas jaki potrzebny był na tą podróż to ok. 5 do 6 godzin tam i powrotem. Celem naszej wycieczki było Ushguli miejscowość w sezonie zimowym odcięta od świata. Pierwsze 15 km nie zapowiadało opisywanych zewsząd trudów – nowoczesna betonowa droga, która w pewnym momencie po prostu się skończyła i zaczął się prawdziwy hardcore czyli typowo trasa off road’owa. Droga wiła się serpentynami, wystawały z niej ogromne głazy, to znów jechaliśmy wzdłuż rwącej rzeki mijając miejscowości złożone z kilku domów. Gdy mieliśmy już ok. 5km do celu droga zaczynała się piąć w górę w wyżłobionej półce, w osypującej się skale, ciągle się zastanawiałem co będzie jak pojedzie jakiś samochód z przeciwka tak było wąsko. Drogę przecinały liczne strumienie, ale daliśmy radę i zobaczyliśmy upragnione Ushguli. W sumie Ushguli nie jest jako tako miejscowością, jest to kompleks 4 wiosek – Zhibiani,  Chvibiani (Chubiani), Chazhashi (Chajashi) oraz Murqmeli, które położone są na ponad 2000m npm.. W Google Maps   błędnie wskazuje położenie Ushguli, bo 5 min drogi od Mestii co jest  kompletna bzdurą, warto dlatego wpisywać w wyszukiwaniu jedną z powyższych nazw miejscowości bo zobaczyć ich faktyczne położenie. Po zaparkowani w dogodnym miejscu i zjedzeniu obiadu w miejscowej restauracji wypraliśmy się na upragniony trekking w stronę dobrze widocznego najwyższego szczytu Gruzji – Shkhary 5193 m n.p.m. Oczywiście zdobycie szczytu nie było naszym zamiarem, ale po cichu mieliśmy nadzieję, że dotrzemy pod lodowiec. Po drodze spotykaliśmy stada krów, owiec, koni, przechodziliśmy przez jęzory zalegającego śniegu i wartkie strumyczki. Dwie i pół godziny po praktycznie płaskim terenie i gdy już lodowiec był na wyciągnięcie ręki- rozsądek wziął górę i uznaliśmy, że trzeba wracać jeżeli chcemy całą drogę powrotną pokonać przy świetle dziennym. W drodze powrotnej postanowiliśmy przejść przez Chvibiani, dołączył do nas miły pies, teraz z perspektywy czasu wiem, że to był błąd, że mu pozwoliliśmy pójść z nami. Niestety wchodząc do wioski psim lokalesom nie spodobał się „nasz” pies. Najpierw przeskoczył przez płot jeden malutki głośno ujadając, do niego dołączyły kolejne już wielkości bernardynów. Nasz pies próbował się za mnie chować, a te chciały go żywcem pożreć. Gdyby nie konkretny drąg w moich rękach i pobliska furtka, za którą się schowaliśmy mogłoby się to bardzo źle skoczyć.
Na szczęście cali i zdrowi, choć z walącym jak oszalałe sercem i na lekko chwiejnych od strachu nogach, wróciliśmy do samochodu. Jadąc drogą powrotną w dobrym tempie bardzo się  zdziwiłem gdy do wyprzedzania zabierała się marszrutka w postaci forda transita. Ford dał radę i nas wyprzedził, ale niestety pasażerowie trudniej znieśli taka podróż, bo po kilkuset metrach zobaczyłem znowu Forda i wymiotującego Pana w krzakach ;)
Kolejnego dnia pożegnaliśmy się z Mestią i naszym gospodarzem Giorgi Japaridze i wyruszyliśmy do gruzińskiego „Las Vegas”, ale o tym w następnym poście.

Droga do Mestii

Widoki zapierające dech w płucach- droga do Mestii

Góry Swaneckie 

jedna z mijanych po drodze wiosek - droga do Mestii

Mestia

Spacer po Mestii

Słynne wieże obronne - Mestia

Centrum Mestii

Nowi znajomi Edwarda- Mestia

Mijane wioski w drodze do Ushguli

Najgorszy odcinek 45 km drogi z Mestii do Ushguli

Byle do przodu- średnie tempo ok 10km/h a znak drogowy informuje by nie jechac tutaj wiecej niżeli 30km/h- droga z Mestii do Ushguli

Murkmeli pierwsza z czterech wiosek wchodzących w skład kompleksu Ushguli

Słynne baszty obronne - Ushguli

gruzińska przekąska- a pestka to szczere złoto??

Kościół Lamaria- Chvibiani- Ushguli

trekking w stronę Szchary

Pasące się konie - Ushguli

Momentami trzeba było przełazić po zalegających jęzorach śnieżnych

Góry Swanetii

Kaukaz z Lamarią w tle

cel naszego trekkingu - lodowiec pod Szcharą

Shkhara 5193 m n.p.m. najwyższy szczyt Gruzji

Samotny jeździec

Pan chciał się przekonać że w tym "plecaku" mamy dziecko

Zieleń wszędzie 

schodzimy do Chvibiani- Ushguli

ciasne, średniowieczne zabudowania Chvibiani- Ushguli

Chvibiani- Ushguli mury te częściowo stoją tu od średniowiecza

Wieże-obrona przed sąsiadami za płotu- Ushguli

Tomek i "nasz" słynny pies- Ushguli

Czas w drogę powrotną do Mestii

rwąca rzeka- siła płynie z gór- droga z Mestii


Kontakt na nocleg w Mestii:
Giorgi Japaridze

+995 551 33 55 66 – język angielski

Komentarze

  1. Zdjęcia piękne. Ale przygody z psami nie zazdroszczę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego się najbardziej obawialiśmy w Gruzji tyle, że bardziej dzikich psów niżeli takich we wioskach.

      Usuń
  2. Do Mestii nie dotarliśmy, a pięknie tam, oj pięknie! Już tęsknię za Kaukazem :) Psy w takich krajach to niestety częsty problem...nas w Mołdawii z daleka obszczekało ok 8 wielkich psów, a my na rowerach. Uff, mam ciarki, jak o tym pomyślę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też mega tęsknimy za Kaukazem i za całą Gruzją.... Oj z tymi psami to faktycznie nie ma co zadzierać- nas najbardziej zszokowała bierność właścicieli :(

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty