Nasz Rzym


Długo rozmyślałam jak tu Wam napisać o tych naszych rzymskich mini wakacjach. Czy ma to być opis dzień po dniu- nuda. Opis zabytków, które widzieliśmy- też nuda, bo o tym przecież można przeczytać w każdym przewodniku papierowym, czy też online. No to stwierdziłam, że będzie to taki subiektywny (bardzo subiektywny) opis naszych czterech bardzo wyczerpujących dni w Rzymie. Będzie to spis naszych naj, plusów, minusów, must see i „tego jednak nie warto”. Zacznijmy od tych przyjemnych stron Wiecznego Miasta.


Kto rano wstaje…
ten widzi więcej…. wyczytaliśmy na blogu Wędrownych Motyli, że warto udać się z samiusieńkiego rana do Muzeów Watykańskich, a zwłaszcza do Kaplicy Sykstyńskiej. Wystarczy kupić online bilet, niestety wiąże się to z dodatkową opłatą, ale warto zapłacić te 2 Euro więcej i bez stania w kolejce wejść do środka, a kolejki tutaj potrafią naprawdę być długie.  My przeznaczyliśmy drugi dzień naszego pobytu właśnie na Watykan- muzea, bazylika Św. Piotra i Janikulum. W bramie do Muzeów Watykańskich stawiliśmy się koło 8.30 i szybkim krokiem przelatując przez kolejne sale i ochach i echach dotarliśmy do Kaplicy Sykstyńskiej….praktycznie pusto można sobie było usiąść i w ciszy poczytać o cudnych malowidłach na ścianach i suficie, przyszedł nawet ksiądz, z którym wspólnie odmówiliśmy modlitwę- taka fajna atmosfera z rana. Spokój- można chłonąć magię tego miejsca….Niestety całkiem inaczej wygląda to już 2 godziny później. Muzea Watykańskie to budynek w kształcie prostokąta z placem pośrodku, a na samym końcu znajduje się właśnie Kaplica Sykstyńska, więc wchodzi i wychodzi się z niej w całkiem innym miejscu, a że chcieliśmy dokładnie przyjrzeć się eksponatom, które na „dzień dobry” szybko przelecieliśmy to przyszło nam po raz kolejny przechodzić prze kaplicę i to co wtedy ujrzeliśmy był mega szokiem- nie było już szans na spokojne podziwianie tylko słychać było No Photo, Silencio (cisza) i proszę iść dalej- morze ludzi. W sumie całe muzea przeszliśmy ze dwa razy, dlatego nie ma się co dziwić, że spędziliśmy w nich 4,5h. Eksponatów tam jest tyle, że ponoć gdyby się nad każdym skupić na 2 sekundy to byśmy spędzili tutaj 7 lat!!!! Jest też prawdą, że na początku jesteś mega zachwycony zdobieniami, eksponatami, dziełami sztuki, ale po kilkuset takich wizerunkach masz dość w sensie - jesteś tym zmęczony wszystkim.
Z rana tj. koło godziny 8-9 to Rzym się dopiero budzi …. na Campo di Fiori ledwo, co rozkładali się sprzedawcy, a na Piazza Navona pustki-zero artystów i praktycznie bez turystów.…Podobnie było w Pantenonie…

Zajrzyj do środka…
Podczas tego wyjazdu zdarzyło nam się kilka razy wejść do kościołów, które z zewnątrz wyglądały całkiem niepozornie, a w środku okazywało się, że jesteśmy w miejscu, o którym czytaliśmy, czy też widzieliśmy na filmie (np. "Anioły i Demony"). Tak przez przypadek weszliśmy do Chiesa di Santa Maria della Vittoria gdzie jest dzieło Berniniego "Ekstaza św. Teresy" oraz Bazylika Św. Piotra w Okowach, widzieliśmy „złowieszcze” wejście do Pałacu Zuccari czy też natrafiliśmy na Santa Scala (Święte Schody). W samym Rzymie jest tyle kościołów, że spokojnie każdego dnia w roku można by zwiedzać inny. Na nas piorunujące wrażenie zrobiły Bazylika św. Jana na Lateranie  i Bazylika Św. Pawła za Murami Oba kościoły są wręcz ogromne, co mnie zastanawia, to to, że w tych wielkich przestrzeniach jest tylko parę ławek i to najczęściej znajdują się z przodu, ciekawe, jakie „tłumy” przychodzą tutaj na Msze Święte. Aby się o tym przekonać nie zostaje nic innego jak znów pojechać do Rzymu i udać się na Msze Św.

Daj się zaskoczyć...
Zawsze myślałam, że po jakiego kija kupować wstęp do Forum Romanum skoro wszystko widać z ulicy. Błąd. To, co widzimy przechadzając się ulicami Rzymu to zaledwie ułamek starożytnej spuścizny, więcej ukryte jest na wzgórzach Palatynu i tutaj już trzeba zaopatrzyć się w bilet. W ogóle ta „sterta kamieni” robi wrażenie, kiedy między nią spacerujesz - wyobraźnia działa, jak to tutaj musiało wyglądać setki lat temu. Odpowiedź częściowo znajdziemy w Muzeum na Palatynie (Museo Palatino) gdzie znajdują się rzeźby oraz wizualizacja interaktywna od czasów archaicznych do renesansu. Kupując bilet na Forum Romanum automatycznie mamy bilet do Koloseum. Naszym skromnym zdaniem Koloseum naprawdę dużo większe wrażenie robi z zewnątrz niż od wewnątrz. Widząc tabliczki na murach – „prosimy nie pisać” pomyślałam sobie, po co to wieszają przecież nikt nie jest aż takim ignorantem by niszczyć to starożytne dzieło. Po powrocie z Rzymu doszły nas słuchy, że dwie „inteligentne” Amerykanki zostawiły właśnie na tych murach swój ślad i czeka je wysoka kara. Nic dodać nic ująć.

Jak w filmie...
Przed naszym wyjazdem do Rzymu oglądaliśmy filmy związane z tym pięknym miastem. Zdecydowanie najlepsze widoki Rzymu można podziwiać w filmie "La Grande Belazza" ("Wielkie Piekno") reżyserii Paolo Sorrentino - w skrócie powiem tylko tyle, że to film o podstarzałym pisarzu, który nadal czuje się jakby jego świat zatrzymał się w czasach jego młodości. Coś w stylu sex, drugs nad rock’n’roll, więc fabuła filmu jest nieco kontrowersyjna, ale za to osadzona w przepięknej scenerii… W filmie tym pokazywane są takie ujęcia Rzymu, że zaraz chcesz spakować walizki i polecieć. My klimat tego filmu poczuliśmy podczas wieczornej przechadzki na wzgórze Awentyn. Z Giardino degli Aranci (Ogród Pomarańczy) rozpościera się przepiękny widok na Zatybrze i Watykan z charakterystyczną kopułą Bazyliki św. Piotra w tle. Do idylli brakowało nam tylko butelki wina, ciabatty, sera peccorino i szynki parmeńskiej – idealne miejsce na dolce far niente (słodkie nic nie robienie). Ciekawostką dla nas było, że o tej porze roku na drzewach w całym Rzymie jest pełno pomarańczy, aż chce się zerwać i zjeść.


w Kościele Santa Maria della Vittoria

Piazza di Popolo



Chiese del Rone Monti

Łuk Konstantyna Wielkiego i Koloseum

Łuk Konstantyna Wielkiego i Koloseum

Pałacu Zuccari


Awentyn- Giardino degli Aranci

Kopuła Bazyliki Św. Piotra- Watykan

Muzea Watykańskie

Słynne schody- Muzea Watykańskie

Plac Św. Piotra

Watykan

W kopule- Bazylika Św. Piotra

Widok na Watykan i Rzym z kopuły

w drodze na najsłynniejsza kopułę świata

Campo di Fiori


Piazza Navona

Fontana dei Quattro Fiumi

Chiesa di Sant'Ivo alla Sapienza

Ołtarz Ojczyzny czyli Narodowy pomnik Vittorio Emanuele II lub "maszyna do pisania"

przy Forum Romanum

Foro Romano 

Fontanna di Trevi

Most Świętego Anioła

Watykan

Bazylika św. Pawła za Murami


Ucieczka od tumów...
Jeśli masz dosyć ganiania między zabytkami otoczony gromadą innych turystów wybierz się na Zatybrze. Ta niegdyś robotnicza dzielnica, dziś jest kultowym miejscem w Rzymie, które po prostu MUST SEE. Jest tutaj dużo spokojniej, dużo artystów ulicznych sprzedaje swe wyroby takie jak ręcznie robioną biżuterię, nie ma tutaj wszechobecnych sprzedawców „patyków na selfie”, Jest tu mega klimatycznie i przyjemnie. Zmęczeni całym dniem w Watykanie to właśnie tutaj na Piazza Santa Maria in Trastevere zasiedliśmy przyglądając się mieszkańcom i turystom, przy kieliszku Aperol Spritz i muzyce lokalnych grajków. Zresztą kolejnego dnia w strugach deszczu powróciliśmy tu by zjeść smaczną, nieco inną kolację w Tastevere Kmzero u tutejszego hodowcy owiec!!! W dzień lokal jest sklepikiem oferującym organiczną żywność i wina, a wieczorem zmienia się w malutka restauracyjkę - strasznie nam się tutaj podobało, bo wydaje nam się, że miejsce to idealnie odzwierciedlało Trastevere – Zatybrze samo w sobie.

Mała czarna...
Czy to będzie najgorsza speluna w mieście czy wykwintna restauracja, zawsze i wszędzie napijesz się idealnej kawy. Warto przy tym wiedzieć, że cena tej samej kawy jest inna, kiedy pijesz ją przy ladzie czy też przy stoliku. Najczęściej espersso- un cafe kosztuje przy ladzie jakieś 1 Euro zaś za tę samą kawę przyniesioną ci do stolika zapłacisz 1-2 euro więcej. Co ciekawe sprzedawcy tylko turystów pytają czy kawa ma być do stolika czy przy ladzie lub nie robią tego wcale i każą Tobie usiąść, bo wtedy „głupi” turysto zapłacisz podwójnie- my, pomimo, że tę regułę znamy daliśmy się nabić w butelkę w knajpie przy Campo di Fiori.

To trzeba przemyśleć...
RomaPass to bilet umożliwiający bezpłatne zwiedzenie muzea/ów i wejście bez kolejki, darmową komunikację publiczną i zniżki. Sprawa fajna? Tak i nie. My akurat wykupiliśmy RomaPass48h i tak szczerze to nam akurat się nie opłaciło, bo w cenie 28 euro macie wstęp tylko do 1 muzea (z listy), fakt jest darmowa komunikacja i zniżki do innych zabytków, z których myśmy nie skorzystali. Z kolei kupując Roma Pass 72h są już 2 wstępy do muzeów waszego wyboru i trzy dni darmowej komunikacji i to zdecydowanie dużo bardziej się opłaca. Zresztą nasz błąd, bo nie doczytaliśmy, że RomaPass na 2 dni upoważnia nas do wstępu tylko do 1 muzeum. Nasza wina, ale i tak uważamy, że jak już RomaPass kupować to ten na 3 dni.

Ciemna strona miasta...
Niestety Rzym jak każde duże miasto ma też swoje wady. Przede wszystkim wszechobecny brud. Już jadąc z Lotniska w Ciampino widać powyrzucane śmieci na obrzeżach drogi, a w samym Rzymie nie jest lepiej. Pewnie jak w około jest zielono i masa turystów to nie rzuca się to tak w oczy, ale w marcu no cóż widać wszystko jak na talerzu. Co nas zaskoczyło to raczej Rzym też nie jest miastem, do którego bym zabrała Edwarda, bo placów zabaw jak na lekarstwo, a jak już coś znajdziesz to zasyfione. Do tego nie wyobrażamy sobie by z nosidłem/ wózkiem wejść w bardzo zatłoczone metro czy autobusy (głównie te na Termini).  I właśnie ten tłok w komunikacji publicznej to świetna okazja dla złodziei, których ofiarami padliśmy i my sami, pomimo, że człowiek bardzo się już pilnował. Takie życie. I jest jeszcze jedna sprawa, która strasznie nas w Rzymie denerwowała, czyli sprzedawcy tyczek na selfie czy też parasolów w czasie deszczu- oni są wszędzie i próbują ci wcisnąć niezbędne gadżety, bo przecież każdy dziś chce mieć porządne selfie.


Podsumowując nasz czterodniowy wypad do Wiecznego Miasta to możemy stwierdzić, że tak w sumie to jesteśmy zadowoleni, pomimo paru nieprzyjemności. Zlataliśmy Rzym wszerz i wzdłuż – nogi bolały, ale oczywiście nie udało nam się zobaczyć jeszcze całego, więc m. in. Ogrody i Willa Borghese czy Parco di Acquedotti zostają na kolejny raz. Polecamy wypad do Rzymu w marcu, bo naprawdę dużo mniej jest turystów, choć też pogoda nie jest gwarantowana, to wystarczy parasol i w trasę. I tak w strugach deszczu przy obleganej Fontanie di Trevi nie zastaniecie praktycznie nikogo podobnie na Schodach Hiszpańskich, a i zawsze można schować się w fajnej restauracji pełnej włoskich smakołyków i wina.


Komentarze

  1. Świetny tekst :) O ile na ten brud można w ostateczności przymknąć oko, tak kieszonkowcy to plaga :(

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty