Biały tydzień w Zillertal


Pojechać po raz piąty w to samo miejsce? Nuda! Nieprawdaż? Też tak pomyśleliśmy. Dlatego plan na narty w tym roku był nieco inny. Miało być krócej niż tydzień, miało być intensywniej pod względem szusowania, miało być bliżej niż te 800km i miało być tylko we dwoje. Jednak orkan, który przechodził w drugiej dekadzie stycznia przez Europę skutecznie pokrzyżował nasze plany i po raz kolejny wylądowaliśmy w dolinie rzeki Ziller. W dobrze nam znanym miasteczku Mayrhofen. I zamiast weekendu we dwoje mieliśmy fajny rodzinny wyjazd z dziadkami, ciocią i oczywiście naszym Edusiem.
Przed wyjazdem ustaliliśmy, że tym razem będzie inaczej niżeli w zeszłym roku, że wyjazd ten spożytkujemy lepiej i wyciągniemy z niego ile się da.

Już w zeszłorocznym poście pisaliśmy, że Zillertal to setki kilometrów tras narciarskich z dobrze rozwiniętą komunikacją pomiędzy poszczególnymi ośrodkami. Są tutaj 4 duże ośrodki narciarskie, chociaż i te można jeszcze podzielić na kilka mniejszych. Zawsze wyjeżdżając na tygodniowy urlop narciarski wykupywaliśmy karnet na 6 dni szusowania, ale tak naprawdę nigdy w pełni go nie wykorzystywaliśmy ze względu na zmęczenie - nogi odmawiały posłuszeństwa, wiec wychodziliśmy na stok późno koło 10 i też po paru zjazdach mknęło się do chaty na regenerację. Strategia na ten rok była prosta, kupujemy karnet tylko na 4 dni szusowania i za każdym razem jedziemy do innego ośrodka narciarskiego, a nie jak w zeszłym roku tylko na te co były osiągalne bez konieczności korzystania z samochodu czy komunikacji publicznej. I wiecie, co nasze założenie w pełni zrealizowaliśmy. Zjeździliśmy prawie wszystkie za wyjątkiem lodowca Hintertux.
Zillertalarena- chwalą się najobszerniejszym ośrodkiem i faktycznie tak jest bez problemu możemy wyciągami i zjazdami przedostać się z Zell am Ziller przez Gerlos do Königsleiten i dalej Hochkrimml. My akurat podzieliliśmy sobie ten ośrodek na dwa dni i pierwszego dnia testowaliśmy trasy Zell-Gerlos, a drugiego Gerlos Isskogel- Königsleiten. Połączenie pomiędzy Zell a Gerlos to dwa wyciągi, których górna stacja mieści się na wysokości naszych Rys - ba nawet 2 m wyżej… niestety kiedy jest mocny wiatr tak jak to miało miejsce podczas naszego drugiego dnia szusowania to wyciągi te są zamknięte i w ogóle mega zimno na nich jest, bo są to starsze 4 osobowe krzesełka bez osłon i jazda nimi trwa długo. Lepszym rozwiązaniem jest podjechać samochodem lub autobusem piękną panoramiczną trasą z licznym serpentynami do Gerlos pod stację Isskogelbahn. Należy tylko w razie czego mieć ze sobą łańcuchy na koła, jeśli jedziesz własnym samochodem, bo droga prowadzi wysoko z 600m npm do 1300m npm. Mnie bardzo kusiło, by pojechać na Königsleiten, ale tam tak mocno wiało, że momentami nie było widać czubków własnych nart a zamiast jechać w dół wiatr nas stopował. Dlatego też zjechaliśmy z samego szczytu Königsleitenspitze do wioski i po uzupełnieniu braków w diecie ruszyliśmy powrotem na zachodnią stronę góry. I tutaj niespodzianka zjeżdżając już w stronę wyciągu do Gerlos znalazłam ot tak leżący sobie w śniegu Iphone 5. Na szczęście długo się nie nacieszyłam znaleziskiem, bo znalazł się właściciel- tzn zadzwonił. Okazało się, że to Cypryjczyk, który w Gerlos spędza ferie zimowe- niestety nie udało się osobiście przekazać telefonu właścicielowi jedynie przez kasę w kolejce, ale facet chyba ze sto razy dziękował za znalezienie i zwrot jego telefonu. Czasem warto patrzeć, co tam leży pod nogami….A z ciekawostek, dla tych co bez Internetu obejść się nie mogą to praktycznie w całej Zillertalarena jest darmowy WLAN.

Ośrodek narciarski Zillertalarena (www.zillertalarena.com)

Zillertalarena trasa nr 19a 

Zillertalarena - wyciąg Karspitz X-Press

Zillertalarena - trasa nr 14

Zillertalarena - trasa nr 17

Zillertalarena - trasa nr 17 wyciąg Kreuzwiesn-X-Press

Panorama na Zillertal

Zillertalarena-Gerlos trasa łącząca nr 21


Gerlos trasa nr 33

Gerlos- wyciąg Ebenfeld X-Press

Gerlos - Zell wyciąg Teufeltal

Panorama z Isskogel 2264m npm

Zillertalarena trasa nr 22

Panorama na Zillertalarena

Königsleiten trasa nr 53

Königsleiten trasa nr 38
Kolejnym ośrodkiem, który odwiedziliśmy i naszym numerem 1 był Hochzillertal- Hochfügen- cudownie szerokie stoki, bardzo dobrze przygotowane i mało była odczuwalna ilość narciarzy i snowbordzistów, pomimo, że widząc z rana już pełny parking pod stacją kolejki oraz ilość szkółek narciarskich byliśmy zaniepokojeni, że będzie tłoczno, a tu niespodzianka. Jedynie to trzeba było uważać by nie pomylić tras gdyż większość ze sobą była połączona. Dużym minusem była, kiedy po południu chcieliśmy dostać się z Hochzillertal do Hochfügen trasa łącząca oba ośrodki która o tej porze dnia była już bardzo zjeżdżona – czytaj dużo muld, co mocno odczuliśmy w nogach. W Hochzillertal można też zamiast gondolą zjechać do doliny trasą narciarską nazwaną na cześć mistrza olimpijskiego Stephana Eberhartera, ale jest ona wąska i dużo osób wybiera ten wariant na zakończenie dnia Zresztą sami przekonajcie się po zdjęciach jak tam pięknie.

Ośrodek narciarski Hochzillertal- Hochfügen (http://www.hochzillertal.com/)

Hochzillertal trasa nr 5 Sonnenjet

Alpy zillertalskie

Hochzillertal

Hochzillertal trasa nr 11

Hochzillertal trasa nr 11-10 wyciąg Kristall Experss

Hochzillertal trasa nr 8 Schnee Express Tal

Hochzillertal trasa nr 3 Neuhuetten

Hochzillertal trasa nr 3 Neuhuetten

Hochfügen trasa nr 1 
Hochfügen trasa nr 11

Ostatniego dnia szusowania wybraliśmy dobrze znany nam lokalny ośrodek gdzie z samego centrum Mayrhofen można dostać się na Penken. Po raz pierwszy też udało nam się wstawić u bram stacji kolejkowej Penkenbahn punkt 8 rano, czyli w momencie otwarcia. Tym samym jako jedni z pierwszych zjechaliśmy ze stoku. Niestety wymarzonego sztruksu nie było, bo nocą padał śnieg, ale byliśmy sami stok cały nasz i tylko to dziwne uczucie, że jedziesz a masz wrażenie, że stoisz, bo tak biało było dookoła- błędniki nam świrowały i omal na prostej, pustej trasie bym się wywróciła i to nie raz. Żadnych kolejek do wyciągów i nawet przepełniony zawsze 150erTux, ogromna gondola, która zabiera nas na zbocza Rastkogel świeciła pustkami. Tego dnia nawet nie śniło nam się, że zrobimy prawie 50 km samych zjazdów, a cały wyjazd zakończyliśmy na naszej ulubionej trasie nr 15 obok schroniska Unterbergalm.

Ośrodek narciarski Mayrhofen (www.mayrhofen.at)

Rastkogel trasa nr 60

Rastkogel-  Eggalm trasa łącząca nr 75

Panrorama na Horberg

Finkenberg trasa nr 48

Horberg trasa nr 15 Unterbergalm

Wszystko ładnie pięknie, ale pewnie zastanawiacie się co Edi robił podczas wyjazdu, bo przecież jeszcze z nami nie uprawia zimowych sportów. Ano Edwardem podczas naszych czterech dni szusowania zajmowała się ciocia z babcia na zmianę. My zafundowaliśmy jemu takie atrakcje jak próba ulepienia bałwana w ogrodzie wynajmowanego mieszkania, która zakończyła się bitwą na śnieżki. Jak też wiecie bardzo nam się spodobała idea zimowych wędrówek górskich to też wybraliśmy się w trójkę na dwie wyprawy. Jedna prowadziła z Mayrhofen do chaty pod ośrodkiem narciarskim Ahorn – Wiesenhof. Niepozornie wyglądające wejście dało nam trochę w kość. Posiedzieliśmy chwilę w chacie, poukładali puzzle i wąwozem Stillupkamm zeszliśmy do Mayrhofen- a ile radości po drodze było. Edi dzielnie kroczył, co chwila robiąc sobie przerwę kładąc się w śniegu czy też próbując zjeżdżać na „dupolocie” co marnie jemu wychodziło. Kolejną wycieczką miało być wejście na Astegg, ale jednak rozum wziął górę nad ambicjami, bo ścieżka nie była przygotowana, wąska i stroma, a Edward nie chciał siedzieć w nosidle, ale sam iść, więc zrezygnowaliśmy na rzecz spaceru po obrzeżach doliny. Ruszyliśmy spod marketu Spar przechodząc przez most Kohlstattbrücke i skierowaliśmy w stronę dzielnicy Burgstall cały czas podążając dobrze przygotowaną trasą wzdłuż linii lasu. Momentami nawet można było zjeżdżać na sankach, by za chwilę znów targać je pod górkę. Dochodząc prawie do kolejki Horbergbahn zjechaliśmy w dół i po przekroczeniu mostu nad rzeką Ziller i krótkim spacerze wzdłuż promenady skierowaliśmy nasze kroki na wschód by Hollenzenweg dostać się pod kolejkę na Ahorn. Tutaj Edi się obudził z „sankowego” snu i z zaciekawieniem przyglądał się pracy ratraka, co chwila przejeżdżającego niedaleko naszego stolika.












Widok z mieszkania na kolejkę Penkenbahn

MAyrhofen - Kohlstattbrücke

Z górki na pazurki Mayrhofen Burgstall

i pod górkę Mayrhofen Burgstall

wędrówka po Hollenzenweg

Mayrhofen- Dorf Haus


wycieczka do chaty Wiesenhof

wycieczka po dolinie Mayrhofen -Burgstall- Hollenzenweg


Tegoroczny tygodniowy urlop narciarski nie był wcale planowany, ale udał nam się dość dobrze. Pozwiedzaliśmy okolice, poszusowaliśmy dużo i nawet udało się wyskoczyć na apres ski. Jednak wjeżdżając po raz ostatni wyciągiem przy Unterbergalm (Mayrhofen) zastanawialiśmy się z Tomkiem czy aby na pewno trzeba nam aż tyle jeżdżenia naraz. Czy jednak nie lepsze będą dla nas krótsze wypady nie koniecznie do Austrii. Z drugiej zaś strony tutaj mamy śnieg zagwarantowany, mnóstwo innych atrakcji oprócz szusowania takich jak wędrówki zimowe, tor saneczkowy i lubimy tę austriacką mentalność ludzi. 


Komentarze

  1. Zdecydowanie chcę na narty! I zdecydowanie poproszę o taki śnieg i u nas!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak tak dalej pójdzie (odwilż) to u nas znów śniegu brak będzie....a na narty to chyba a przyszły rok Wam przyjdzie się wybrać ;) to może akurat do Zillertal :D

      Usuń
  2. Daliście Ediemu wycisk taką wycieczką:) super fotki zazdro:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale świetne fotki! też się tam w tym roku wybieramy rodzinnie, już marcu, pozdrowionka!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy i życzymy przyjemnego szusowania i pięknej pogody :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty