Siłaczka


Tegoroczna pogoda październikowa rozpieszcza wszystkich ciepłolubnych. Jak na razie to te słoneczne, jesienne weekendy zapraszają nas tylko do spędzenia czasu na świeżym powietrzu. U nas plany niestety trochę pokrzyżowała kontuzja Tomka. Jednak strasznie mnie ciągnęło by gdzieś ruszyć w tą piękną niedzielę na rower. Nie chciałam znów zostawiać Tomka samego z Edwardem, jak poprzedniego dnia- w końcu ma odpoczywać. Stwierdziłam, że przecież już wcześniej robiłam krótkie, bo krótkie wycieczki z vozikiem. No dobra Edi wtedy ważył nieco mniej. Po 30 minutach przekonywania mojego syna, że jedziemy na wycieczkę vozikiem i szybciej będzie jak wskoczy do niego niż pobiegnie obok
i po małym przekupstwie w postaci ciasteczka, udało mi się mojego małego negocjatora umieścić w przyczepce. Jestem osobą, która lubi planować i jeszcze bardziej wdrażać plany w życie, ale stwierdziłam, że jak będzie mi ciężko to bez wahania zawrócę. Czego w efekcie oczywiście nie zrobiłam. Nasze okoliczne wycieczki rowerowe najczęściej odbywały się w okolicach Ostravy, Hlucina czy Raciborza, raczej rzadko zapuszczaliśmy się w stronę Orlovej i Rychvaldu, więc w moim planie było dotarcie do tych właśnie okolic. Jak już zapakowałam Edusia do vozika to ruszyłam dobrze znaną mi trasą w stronę pięknej ścieżki rowerowej na Meandrach Odry. Momentami zrywał się mocny wiatr, który szczególnie utrudniał mi już na samym początku jazdę. W tedy to pomyślałam, że jak tak dalej pójdzie to faktycznie przyjdzie mi zrobić jakąś krótką wycieczkę. Cała ścieżka na Meandrach Odry obecnie obsypana jest liśćmi tak, że nie widać betonu, dlatego też bardziej przypomina mi teraz tą trasę sprzed powodzi 2010. Jest bardziej malowniczo i dziko jak kiedyś. Vozik na Edwarda nadal działa usypiająco, więc przejeżdżając przez most graniczny na Odrze młody sobie słodko już spał, a ja podążałam trasą nr 56 w stronę Orlova. Początkowo trasa niezbyt wymagająca raczej na niedzielny spacerek, jednak góreczki zaczęły się zaraz przy wyjeździe z Bohumina W sumie nie góreczki, ale było parę podjazdów, gdzie odczuwałam dość konkretnie ciężar podpiętej przyczepki. Po 20 km i 1h20min dotarliśmy do Orlova, gdzie obiecałam Edwardowi przerwę na placu zabaw. Zresztą bardzo dobrze, że takowy znalazł się zaraz praktycznie przy wjeździe do miasta na jednym z licznych osiedli. Przerwa działa na mnie zbawiennie, po zjedzeniu prowiantu, z nowymi siłami i kolejnymi negocjacjami z synem, który nie chciał opuszczać fajowego placu zabaw, ruszyliśmy w drogę powrotną przez Rychvald.  Ogólnie z tego co widziałam miasto Orlova to nic szczególnego- dużo bloków i tyle. Mają jednak fajny park z ciekawymi podjazdami i zjazdami. Trasa nr 56 prowadziła właśnie do tego parku, jednak po w jechaniu do niego znaków jakichkolwiek brak. Jednak życie nauczyło nas, że jeśli w Czechach nie ma ponownie znaku to trzeba jechać prosto i faktycznie po jakimś czasie cyferki 56 pojawiły się znów na horyzoncie. Żeby trafić na ścieżkę rowerową Rychvald J jechałam nieco na wyczucie i korzystając z naszego Cykloatlasu CR i tak udało mi się dotrzeć do bagnistej trasy wzdłuż stawków hodowlanych, gdzie upierniczyłam konkretnie przyczepkę- Ed się tylko śmiał. W Rychvaldzie czekał mnie długi podjazd, gdzie zaczęły dawać o sobie kolana, ale za nic nie chciałam zejść z roweru, więc parłam jak ślimak do przodu. Wcześniej często patrzyłam w mapę, więc robiłam liczne króciutkie postoje by sprawdzić czy dobrze jedziemy, ale kiedy wjechałam na tę górkę w Rychvaldzie błam już w przysłowiowym „domu”, bo często jeździliśmy tędy do Zoo w Ostravie. Po drodze minęłam remontowany zamek w Rychvaldzie i dalej jechałam obok Novego Stavu w Bohuminie trasą oznaczoną literą B. W samym Bohuminie już skierowałam się na trasę  C, dotąd mi nie znaną i wyjechałam na drodze prowadzącej do kładki na Odrze zwanej Antošovická lávka. Obecnie znajduje się w remoncie i musiałam zejść z roweru i wepchać go razem z przyczepką, co za łatwe nie było, bo Edi i przyczepka to prawie 30 kg. Po tym wyczynie został mi już tylko jeden podjazd nad autostradą i prawie, że prosta droga do domu.  Wiedziałam, że Tomek już na nas czeka, więc nie robiłam żadnych więcej postojów i te prawie 30 km od Orlovej pokonałam w kawałku bez przerwy co było w sumie błędem, bo na ostatnich kilometrach miałam wrażenie, że moje kolana się rozpadną. Przejechaliśmy 50 km, a ja się czułam jak po setce. I faktycznie dalej nie wiem co gorsze jazda z vozikiem pod wiatr czy podjazdy.

Ścieżka rowerowa przez Meandry Odry 

Trasa 56 i 6257 wzdłuż autostrady- Bohumin Sunchyl

i jazda  pod autostradą - Bohumin Sunchyl

Plac Zabaw - Orlova

park miejski - Orlova

Rychvald 

Zamek w Rychvaldzie

Novy Stav w Bohuminie

trasa  nr B : Rychvald-  Bohumin

remontowana Antošovická lávka

 Antošovice - Šilheřovice

ostatnia prostka do domu 

vozik do "prania"

prawie 50 km i 3h:30min pedałowania

Komentarze

Popularne posty