PARENZANA – droga zdrowia i przyjaźni


Będąc już tak blisko granicy ze Słowenią głupotą było by gdybyśmy jej nie zwiedzili. Czasu nie było już za wiele, więc trzeba było się ograniczyć do minimum. W tym wypadku naszym minimum były dwa dni, które dały nam możliwość choć krótkiego zwiedzenia wybrzeża słoweńskiego, który liczy sobie około 47 km. Skoro praktycznie w każdej prowincji we Włoszech jeździliśmy rowerami to grzechem było by też nie zwiedzić Słowenii na dwóch kółkach. Wybrzeże Słowenii z przed pulpitu komputera jawiło nam się jako rowerowe Eldorado z ciekawie wydaną broszurką i mapką, którą nawet sobie ściągnęliśmy już w Polsce by być przygotowanym dobrze do wyjazdu. Jakież było nasze rozczarowanie,
gdy pięknie przedstawione na kartach małej książeczki trasy niestety nie miały odzwierciedlenia w rzeczywistości, we której ktoś po prostu zapomniał oznaczyć trasy już w terenie. Jedyną stosunkowo dobrze oznaczoną trasą była „Parenzana” oznaczona, jako D8. Zresztą już w Polsce zdecydowaliśmy, że trasą D8 koniecznie chcemy przejechać chociażby kawałek, bo naprawdę zapowiadała się fajnie. Parenzana niegdyś była to kolej wąskotorowa łącząca trzy państwa: Włochy, Słowenię i Chorwację - zaczynała się we włoskim Triestrze, a kończyła w chorwackim Poreč. Kolej wąskotorową rozpoczęto budować w 1900 roku, długość jej wynosiła 123 km i służyła mieszkańcom półwyspu Istria jedynie przez 33 lata. Dopiero w 2008, po ponad 70 latach dewastacji i popadania w ruinę, dzięki środkom finansowym z UE rozpoczęto zmianę wąskotorówki w trasę rowerową nazwaną "Trasą zdrowia i przyjaźni”- odnowiono wiadukty i udrożniono tunele dodatkowo je oświetlając. 

piękna mapka i folder, szkoda że rzeczywistość nieco inna 

w poszukiwaniach oznaczonych tras

Trasa D8 nie przebiegała obok naszego kempingu, ale wiedzieliśmy, że można dostać się do niej korzystając z innej trasy oznaczonej na mapie jako K2, ale co z tego skoro szybko przekonaliśmy się, że trasa ta w ogóle nie jest w rzeczywistości oznakowana. Jedyne, co nam zostało to kierowanie się do Spodnje Škofije, gdzie mieliśmy wpaść w naszą Paranzana Route. Z niecierpliwością i lekkim zdenerwowaniem wyglądaliśmy jakiegokolwiek znaku  trasy i kiedy w końcu niebieska tablica z białym rowerem i D8 ukazała się nam na drodze omal nie skakaliśmy z radości. Szczęśliwi, że jednak dobrą mamy orientację zmierzaliśmy w kierunku Kopru i tu niestety nasza intuicja zawiodła, a może trasa źle została oznakowana, bo w samym mieście infrastruktura rowerowa jest fajnie rozwiązana. Nie myśląc za dużo stwierdziliśmy, że trzeba znaleźć informację turystyczną i zabrać lepszą mapkę no  i dowiedzieć się jak wrócić na naszą D8. Ku naszej radości pracownicy Informacji Turystycznej mówili w kilku językach, tak że Oli nagle wszystkie zaczęły się mieszać, ale koniec końców dogadaliśmy się nie jako po polsku, bo słoweński jest bardzo podobny do naszego polskiego i czeskiego. Zgodnie ze wskazówkami udaliśmy się na promenadę i wzdłuż niej podążaliśmy w stronę Izoli. Wyjeżdżając z Kopru jechaliśmy wąskim pasem pomiędzy bardzo ruchliwą droga krajową a morzem. Zaskoczyło nas, że po trasie rowerowej jeździ dużo skuterów, ale jaki kraj taki obyczaj. W Izoli kolejny raz zgubiliśmy nasz szlak, ale za to mogliśmy zobaczyć autentyczną lokomotywę, która niegdyś jeździła po wąskich torach. W ogóle w mieście znajduje się muzeum kolei wąskotorowej Parenzana. W Izoli zgubiliśmy trasę po raz ostatni. 

jest nasza Parenzana- D8

Stare miasto w Koprze

nadmorską promenadą, a może autostradą?

wąska trasa pomiędzy Koper a Izola

lokomotywa wąskotorowa

Izola

Pierwszy tunel

Dalsza trasa prowadziła nas częściowo po ścieżce szutrowej, częściowo po asfalcie, ale było to już z dala od ruchliwych ulic. Zaliczyliśmy dwa tunele, przebiegającego przez trasę czarnego węża (brrrr), niewielkie podjazdy. Niestety po słoweńskiej stronie nie ma ani jednego wiaduktu, a tak się na nie cieszyliśmy. Przejeżdżaliśmy przez pole kampingowe, plażę (albo raczej miejsce do kąpieli) w Lucija oraz wzdłuż Saliny w Sečovlje, która ze względu na rzadkie okazy ptactwa jest rezerwatem przyrody. W końcu dotarliśmy do końca tzn. naszego końca przygody z Paranzaną, czyli do granicy słoweńsko-chorwackiej. Podróż powrotna odbyła się tą samą trasą, tylko teraz już nie błądziliśmy po Izoli i Koprze, a może od tej strony trasa lepiej była oznakowana, a może tylko nam się tak wydawało? Pomiędzy Bertoki a Spodnje Škofije nie pojechaliśmy jak z rana, ale podążaliśmy grzecznie wzdłuż D8, która tutaj zaczynała się piąć nieco w górę i prowadziła nas lasem aż do Franei (Włoch). Stąd już niestety musieliśmy jechać ulicą do Muggi, gdzie po zrobieniu szybkich zakupów wymęczeni dojechaliśmy w porze wieczornej do naszego przenośnego domku. Tego wieczora makaron z kuchenki gazowej oraz vino frizzante smakowały jakoś tak lepiej, może dlatego, że pokonaliśmy tego dnia ponad 87 km na naszych dwukołowych rumakach.


woda kapie



zielono mi

wyjeżdżając z kempingu w Lucjia

łódeczki na obrzeżach saliny

.....

u celu- granica słoweńsko - chorwacka 

wracamy

wszędzie łódki

????

Edi zasługuje na zabawę...rzucanie kamieni


wyremontowany most na D8

w stronę Italii- autostrada rowerowa

lekki podjazd przez autostradę 

vozik nie zawsze się mieści

:)

Tak jak już wspomnieliśmy wcześniej szkoda, że trasy oprócz D8 w Słowenii nie są lepiej oznakowane, bo mapka i folder informacyjny są naprawdę ciekawe. Sama Paranzana- the route of heatlth and friendship- po stronie słoweńskiej jest dość przyjemna i nie wymaga zbytnio dużego przygotowania ze strony rowerzystów, bo podjazdy raczej nie są zbyt ciężkie, ale za to widoki naprawdę urzekają, a jazda przez mroczne i ociekające wodą tunele sprawia frajdę.


nasza trasa - ponad 87 km (tam i z powrotem)

Przydatne linki:
http://www.parenzana.net/
http://www.istria-bike.com/en/information/parenzana_route
http://www.portoroz.si/en/experience/activities/slovenian-istria-guide

Komentarze

  1. Wow, spory kawałek przejechaliście. Cudowne widoki. A jak ze słońcem - bardzo dawało w kość?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noo kawałek bardzo spory, bo jak dotąd nasza najdłuższa wycieczka rowerowa z Edusiem w przyczepce. Słońce nie doskwierało, ba nawet nie czuło się jego działania zbytnio, bo przyjemny wiaterek od morza wiał, jedynie później efekty słoneczne było widać na opalonych stopach ze wzorkiem sandałów ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty