Nowa pozycja na liście "must see" we Włoszech


Miasto, które nie należy do „must see in Italy” tak jak Rzym, Neapol czy Wenecja, ale warto  tam zajechać choćby na jeden dzień. Jest największym miastem i zarazem stolicą regionu autonomicznego Friuli-Wenecja Julijska, mowa tutaj o portowym mieście Triest. Ze względu na swoje położenie – graniczy ze Słowenią, a i do Austrii stąd nie daleko- historia tego miasta jest bardzo burzliwa  Tak w skrócie mówiąc Triest był wręcz rozchwytywany- władzę sprawowali tutaj wpierw Rzymianie, później zostało zdobyte po kolei przez Bizancjum, Niemców, Wenecjan, Habsburgów (Austro-Węgry), jakiś czas było Wolnym Terytorium, które było powodem sporów pomiędzy Włochami a Jugosławią, by ostatecznie po 1954 roku stać się miastem włoskim. 
Początkowo chcieliśmy zawitać do Triestu na rowerach, ale
po naszej wyprawie do Werony, stwierdziliśmy, że to niezbyt dobry pomysł, pomimo, że z Muggii do centrum Triestu jest dosłownie parę kilometrów. Wjeżdżając do miasta wiedzieliśmy, że samochód to jednak był dobry wybór, gdyż ruch na ulicy jaki tu panował przypominał mocno ten z Rzymu. Jeśli już zatrzymywałeś się na pomarańczowym świetle to niezadowoleni kierowcy za tobą trąbili w niebo głosy, bo przecież pomarańczowy to taki późny zielony. O parkowaniu na ulicy można było pomarzyć, dlatego zdaliśmy się na łaskę nawigacji, by znalazła nam jakiś fajny płatny parking niedaleko centrum (do 700m od centrum).  Wychodziliśmy z założenia im dalej parking od centrum tym będzie taniej. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy nawigacja zaprowadziła nas w wąską jednokierunkową ulicę i oznajmiła „Jesteś na miejscu”. „Hmmm gdzie ten parking?” zastanawialiśmy się, bo był tam jedynie wjazd jakby do prywatnego garażu na parterze kamienicy, a samochody stały tak zaparkowane, że nie było szans by można swobodnie wyjechać samemu bez przepakowania aut tarasujących drogę. Już chcieliśmy odjechać, bo przecież nie ma miejsca, kiedy to miło wyglądająca pani łamaną angielszczyzną oznajmiła nam, że spokojnie możemy zostawić tutaj samochód. Prosiła jedynie by zostawić jej klucze od auta i pozabierać potrzebne nam rzeczy, a ona sama zaparkuje już naszego Nissana. Tomek chyba z trzy razy dopytywał, czy faktycznie klucze zostają. Szczerze nawet nie wiem, czemu, ale zostawiliśmy nasze auto z kluczykami u miłej pani z nadzieją, że jak wrócimy wciąż ono tam będzie na nas czekać. Ruszyliśmy na podbój Triestu, kiedy to zorientowałam się, że zapomniałam w samochodzie czapeczki do Edika, więc czym prędzej pognałam z powrotem do parkingo-garażu i zobaczyłam, że właśnie elegancki pan przekazuje naszej parkingowej kluczyki do swojego lśniącego, nowego Mercedesa. W tym momencie moje obawy związane parkingiem jakoś znikły.
Triest spodobał nam się praktycznie od zaraz. Świetnie łączy się tutaj nowoczesny świat z tym, który już dawno przeminął, co widać najlepiej po architekturze tego miasta. Co prawda ruch samochodowy na ulicy spory i ludzi dużo, ale nie czuje się tego pośpiechu. Pierwszym naszym celem było wzgórze San Giusto, gdzie znajduje się Zamek o tejże samej nazwie i katedra Aby się tam dostać musieliśmy pokonać imponujące schody Scala dei Giganti. Warto było wspinać się po schodach, dalej stromą ulicą na wzgórze, bo rozpościera się tutaj piękny widok na miasto. Obok Cattedralle di San Giusto i twierdzy znajdują się tutaj również pozostałości po rzymskim Forum, które wcale nie jest jakoś specjalnie ogrodzone, a wdrapywanie się na kilkuset letnie pozostałości sprawiały Edwardowi wielką radochę. Forum nie jest jedyną rzymską pozostałością w mieście, jest jeszcze Teatr Rzymski oraz Łuk Ryszarda. Teatro Romano zbudowano w 100r n.e., w czasach panowania Rzymian mieścił ponad 6000 widzów i był usytuowany blisko morza, co ciężko można sobie teraz wyobrazić, bo wokoło pełno jest współczesnych zabudowań, a no i do morza też spory kawałek. Zresztą nie ma się, co dziwić, że przestrzeń wokół amfiteatru jest mocno zabudowana, gdyż sam amfiteatr został odkryty w 1930r. Arco di Riccardo z 33r p.n.e. ciężko nam było odnaleźć w plątaninie wąskich uliczek, znaleźliśmy go praktycznie na tyłach kościoła Santa Maria Maggiore.  Łuk Ryszarda podobnie jak Teatro Romano pochłonięte jest nieco przez współczesność, może dlatego mieliśmy tez problem z jego lokalizacją. 
Nowoczesność w Trieście

schody Scala dei Gigant

Twierdza San Giusto

Pomnik Poległych na wzgórzu San Giusto

forum rzymskie

Cattedralle di San Giusto

nastrojowo w Katedrze Św. Justyna

jeden z ołtarzy

Amfiteatr rzymski

Łuk Ryszarda


Kolejnym naszym celem było serce miasta. Najpiękniejszy ponoć plac Europy- Piazza Dell Unita d’Italia, zwana kiedyś Piazza Grande. Dotarliśmy na ten przepiękny plac od strony kościoła Santa Maria Maggiore i najstarszego w mieście kościółka San Silvestro, przechodząc przez piękny budynek ratusza. Wchodząc spod ciemnego korytarzyka pod ratuszem musieliśmy założyć okulary, bo promienie słoneczne odbijające się od jasnych budynków wokoło placu dosłownie nas oślepiały. Plac jest ogromny ma ponad 10 tys. m2 oraz co ciekawe jest on otwarty, tak, że widać stąd morze. W około placu znajdują się piękne neoklasyczne, bogato zdobione budynki: wspomniany już Palazzo Comunale z wieżą, pałac Modello i Casa Stratti z 1839, budynek rządu- Palazzo del Governo, hotel Duco d’Aosto, Pałac Pitteri z 1790r oraz pałac Loyd Trestino, który dziś jest siedzibą rządu, a przed laty należał do Kompani Handlowej Lloyd Austriaco. Piazza Dell Unita d’Italia lśni dziś, gdyż w latach 2001-2005 podano go gruntownej renowacji. Zafascynowani placem postanowiliśmy, zajrzeć nie daleko przy Piazza Verdi do kawiarni, by napić się wyśmienitej kawy, z której słynnie Triest. Mile zaskoczyło nas, że nie dość, że kelner mówił biegle po angielsku to jeszcze był darmowy dostęp do internetu. W ogóle mieszkańcy Triestu bardzo pozytywnie nas zaskoczyli, kiedy zatrzymywaliśmy się by odszukać czegoś na mapie z 3 razy podeszły do nas obce osoby i pytały czy mogą nam w czymś pomóc. Atmosfera miła, kawa wyśmienita, brzuchy napełnione, dlatego też trzeba było ruszyć dalej by spalić trochę kalorii. Ruszyliśmy w kierunku Piazza della Borsa, gdzie znajduje się stara giełda, a dziś Izba Handlowa. Zabawiliśmy na placu chwilkę by Edi mógł sobie popluskać w fontannie, ale naszym celem był port i nabrzeże. Zanim jednak tam dotarliśmy na naszej drodze dokładnie przy Via Cavana 15 pojawiła się ciekawie wyglądająca kawiarnia "Chocolat", gdzie zakupiliśmy najlepsze lody czekoladowe EVER. Nigdy bym nie przypuszczała, że może być aż tle rodzajów lodów czekoladowych o tak fantastycznym smaku. Z ich powodu jestem w stanie choćby dziś pojechać do Triestu. Po skonsumowaniu przepysznych lodów i krótkiej zabawie na placu zabaw przy Piazza Hortis, w końcu dotarliśmy do promenady. My podziwialiśmy widoki i zacumowane żaglówki i żaglóweczki, jachty i większe łódki, a Edwardowi największą frajdę sprawiało wrzucanie kamieni do wody. Mały gdyby tylko mógł to pewnie zasypałby cały port.

spod Ratusza wyłonił się oto taki widok

mieszkańcy odpoczywający na Piazza Dell Unita d’Italia

wspaniały Plac Zjednoczenia

detal na Casa Stratti

bogato zdobiona fasada pałacu Loyd Trestino

Budynek Giełdy przy Piazza Della Borsa

rzeźby przy Piazza Della Borsa

deptak przy Via Cavana

hmmm czekoladowe lody z "Chocolat"

Po zwiedzeniu mariny podążaliśmy w stronę Canale Grande, po drodze mijając znów wspomniany już Plac Jedności. Canale Grande znajduje się w dzielnicy Borgo Teresiano, które nakazała wybudować w 18 wieku austriacka cesarzowa Maria Teresa. Dzielnica ta służyła, jako nowe centrum handlowe w Trieście, a Canale Grande było i w dalszym ciągu jest sercem tej dzielnicy. Kanał został zbudowany, po to by statki handlowe mogły wpływać w głąb miasta by ułatwić wyładunek i załadunek. Dziś kanał został częściowo zasypany a obrotowy most został zastąpiony takim na stałe, że jedynie małe łódki mogą wpływać w głąb miasta. Wzdłuż Canale Grande znajduje się podobnie jak na Piazza Grande wiele wspaniałych budynków np. Palazzo Gopcevich oraz znajduje się tutaj historyczna kawiarnia Stella Polare. Na końcu kanału można podziwiać największy katolicki kościół w mieście Sant'Antonio Nuovo, zbudowany w stylu neoklasycznym w latach 1823-1849. Szkoda, że nie zostaliśmy w Trieście do wieczora, bo pewnie oświetlony Canale Grande i Piazza Dell Unita d’Italia wyglądają przepięknie.

L 'acquario marino di Trieste

jachty w marinie

w sieci

w porcie

Canale Grade

idziemy na zakupy?

Nieco zmęczeni po przedeptaniu tylu kilometrów ruszyliśmy w stronę garażu, gdzie mieliśmy nadzieję zastać nasz samochód i tak trafiliśmy na najdłuższy deptak w Triescie ciągnący się przy Viale XX Settembre. Mieści się tutaj wiele sklepów i sklepików, lodziarni i restauracji, częściowo jest zamknięty dla ruchu samochodowego, a rosnące tutaj drzewa dają przyjemny cień. Finalnie dotarliśmy do naszego parkingu i uradowani zauważyliśmy, że jednak nasze auto dalej stoi gdzie go rano zostawiliśmy. Nawet nie zdążyliśmy powiedzieć, po który samochód przyszliśmy, a sympatyczny chłopak wręczył nam już kluczyki do naszego nissanka.  Przy regulowaniu rachunku zapytał Tomek, po czym poznał, że to my jesteśmy właścicielami samochodu- chłopak jedynie się uśmiechnął. Po zapłaceniu pięciu euro za 6 godzin parkowania w przyjemnym chłodzie wyruszyliśmy w drogę powrotną. 
Triest jest ciekawym miastem z piękną architekturą i bardzo miłymi i pomocnymi mieszkańcami. Z chęcią pojechalibyśmy tam jeszcze raz, nawet dla samych lodów. Może kiedyś się uda, ale trzeba będzie zarezerwować więcej czasu na dokładne poznanie jego zakamarków.

Komentarze

  1. Może do Afryki przez Triest? Brzmi zachecająco:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. polecamy gorąco :) naprawdę fajne miasto :)

      Usuń
  2. Byliśmy w Trieście w zeszłym roku przy okazji wakacji w Opatiji, ale niestety, nie udało nam się zobaczyć tego wszystkiego o czym piszecie. Mimo to, też nam się to miasto spodobało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My trochę żałujemy, że nie widzieliśmy zamku Mirarmare oraz latarni morskiej. No i taki spacer wieczorną porą po mieście też by był fajny :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty