Ice Cream City czyli Sirmione


Patrząc na mapę Jeziora Garda na jej południowym brzegu w oczy rzuca się na daleko wysunięty cypel. Na półwyspie tym leży „perełka” Gardy, czyli miasteczko Sirmione. W wielu przewodnikach i w internecie  gdzie tylko mowa o Jeziorze Garda miasteczko Sirmione wymieniane jest jako must see będąc w okolicy. Co ciekawe historyczna część miasteczka położona jest na wyspie, na którą wchodzi się przez most wielkiego starego zamku rodziny Scaligerich. Naprawdę zdjęcia znalezione w Internecie z tej miejscowości zrobiły na nas miłe wrażenie, ale jak było naprawdę? Do rzeczy.
Tego dnia po poprzedniej całodziennej wycieczce do Werony (75 km) stwierdziliśmy, że trzeba zrobić sobie jakąś krótką wycieczkę po okolicy i padło, że pojedziemy zobaczyć „perełkę” Gardy. Już wjeżdżając na deptak niedaleko naszego kempingu byliśmy mile zaskoczeni, jaki jest mały ruch pieszy, więc zaryzykowaliśmy i w stronę Lazise pojechaliśmy wzdłuż jeziora. Po niesmaku z niedzieli ledwo został ślad, bo jechało się bardzo przyjemnie, może dlatego, że to był wtorek i wczesna ranna godzina dlatego ludzi mało na trasie było. Tego dnia nasza trasa rowerowa prowadziła nas przez żwirową plażę, przez teren kempingu, przez gęsto zarośniętą ścieżkę leśną, czy też wąski betonowy wał i tak aż do miejscowości Peschiera del Garda. Po drodze zrobiliśmy dwie przerwy, z czego jedna była na drugie śniadanie na kamykowej plaży w towarzystwie kaczki, która podchodziła do nas żebrząc o jedzenie, a Edi skutecznie utrudniał jej to zadanie goniąc ją. Na obszarze jeziora jest zakaz dokarmiania kaczek i innego ptactwa i grozi za to nie mała kara pieniężna. Druga przerwa była dla Edusia by się wyszalał na placu zabaw, tuż obok słynnego Gardaland.  Nie chcąc opuszczać nabrzeża w Peschiera del Garda staraliśmy się nie zboczyć z trasy i podążać trasą wzdłuż wody. Jakież było nasze zdziwienie, bo wjeżdżając na deptak wyraźnie było napisane, że obowiązuje tutaj zakaz jazdy rowerem. Nie namawiamy do nie przestrzegania prawa, ale czasem można go lekko nagiąć, tym bardziej, że nie byliśmy jedynymi cyklistami na deptaku, a ruch pieszy był znikomy, za to trasa fajna. Dla rowerzystów niestety przeznaczona jest Peschiera del Garda wydzielona ścieżka rowerowa wzdłuż ruchliwej ulicy, o czym przekonaliśmy się wracając z naszej wycieczki na półwysep. Samo miasto Peschiera del Garda wygląda ciekawie, a przynajmniej ten ułamek co widzieliśmy. 

jedziemy na "krótką" wycieczkę

jazda po plaży

odpoczynek i drugie śniadanie

Ed vs kaczka

family foto

łódeczki

żeby nie było, że Tomka tylko od tyłu widać

małpka zwana Edward

Peschiera del Garda

Peschiera del Garda

Pod mury starej części Sirmione dotarliśmy po godzinie 14 i jakie było nasze zdziwienie, że musimy zostawić rowery, bo na teren centro storico  rowery i inne pojazdy (chyba, że z pozwoleniem) wjazdu nie mają. Widok majestatycznego zamku Scaligerich robił wrażenie, a przejeżdżające pod mostem motorówki tylko wzmacniały efekt wow. I tak defakto tyle było z efektu wow w Sirmione, bo przekroczeniu bramy wejściowej zastaliśmy miasteczko składające się z samych lodziarni i hoteli. Totalna komercja. Panie z lodziarni przekrzykiwały się nawzajem zachęcając do zakupu lodów. Wszędzie było tylko widać wyciągnięte małe plastikowe łyżeczki z lodami w kierunku turystów oraz było słychać „madam, madam try”. Co prawda tej górze lodowych smaków też i my się nie mogliśmy oprzeć i Tomek zaszedł do najmniej krzykliwej gelaterii by zaopatrzyć nas w ten zimny smakołyk. Pospacerowaliśmy po cypelku i po godzinie mieliśmy dość, brakowało nam tej ciszy i spokoju, którą znamy już z innych włoskich miasteczek, gdzie zboczy się tylko w boczną ulicę i jest pięknie, tu na to nie było szans. 

rowery zostają

Sirmione

motorówki przepływające pod niskim mostem

wszędzie kafejki i lody

lodożerca

nie tylko my szukaliśmy ciszy

ścieżka rowerowa

Nasza powrotna droga praktycznie pokrywała się z jazdą w stronę półwyspu, tyle, że byliśmy już nieco zmęczeni i padła decyzja by jechać do Bardolino drogą SR249. Po krótkiej przerwie w małym snack bar w Pacengo ujechaliśmy zaledwie kilometr, gdy się okazało, że Tomek złapał gumę- jakieś 10 km od naszego kempingu. Wyjście było jedno – przepinamy przyczepkę do mojego roweru i Tomek gna po samochód, a ja sobie podreptałam piechotą. Uszłam w sumie 4 km aż do Lazise gdzie mnie zgarnął Tomek. Mówił, że nasi sądzi z kempingu mieli zaskoczone miny jak wparował na nasze miejsce kempingowe ekspresowo wrzucił bagażnik na rowery i posadził Edika w samochodzie i szybko opuścił La Rocca. Jak już wróciliśmy na miejsce wszystko im wytłumaczyliśmy, kiedy gotowałam obiad a Tomek wymieniał dętkę.

Nasza krótka wycieczka rowerowa okazała się jednak nieco dłuższa niż zakładaliśmy, bo pokonaliśmy wspólnie prawie 49 km, z powodu naszej przygody Tomek zaliczył dodatkowe 10 km a ja 4 km spacer. Żałujemy jednak, że pojechaliśmy do Sirmione, bo naprawdę nie było warte tego zachodu. Mogliśmy udać się tylko do Peschiera del Garda i tam spędzić miło czas.  No, ale nie każdy dzień urlopu musi być idealny prawda?

nasza "krótka" trasa- ok 50 km

Komentarze

Popularne posty