Ostro w górę nad Jeziorem Garda


Planując nasz tydzień majowy w Toskanii wiadomym dla nas było, że skoro już jedziemy tak daleko samochodem to wykorzystamy ten fakt i przedłużymy nasz pobyt we Włoszech o kolejny tydzień. Pytanie było tylko gdzie mamy się jeszcze zatrzymać? W grę wchodziło Jezioro Como oraz Jezioro Garda. Ostatecznie decyzja padła na Jezioro Garda, bo w sumie było bliżej Polski- czytaj krótsza droga do domu. Zresztą drugi tydzień na włoskiej ziemi nie spędziliśmy tylko nad Gardą, ale padł też pomysł by podjechać w okolice Triestu, bo przecież tam nas jeszcze nie było, a by spędzić cały tydzień na Gardę wydawało nam się za długo.  

Po deszczowych dniach w Toskanii liczyliśmy, że w końcu załapiemy słońca nad jeziorem, ale ciężkie, szare chmurki nie wróżyły niczego dobrego kiedy dojeżdżaliśmy do naszego kempingu w Bardolino. Na szczęście udało nam się w miarę szybko załatwić sprawy z zakwaterowaniem i rozbić namiot, kiedy to z nieba poleciało tylko parę kropli deszczu. Uradowani zebraliśmy się na 2 km spacer w stronę centrum. Pierwsze co się nam rzucało w oczy, w  ten sobotni wieczór, to deptak wzdłuż jeziora pełen był spacerowiczów, a najczęściej słychać było język niemiecki. Zresztą wydaje nam się, że obszar wokół Gardy mocno zdominowany jest przez niemieckich urlopowiczów, nawet szyldy sklepowe zapisane są wpierw w języku niemieckim, a później w ojczystym- włoskim. W restauracjach jest podobnie, menu głównie w tych   dwóch językach z czego oczywiście się cieszyliśmy, bo nie trzeba było dopytywać się co w danym daniu się znajduje. Na długo jednak zapamiętamy uśmiech naszej ekspedientki z kempingowego marketu kiedy zamawialiśmy bułeczki po włosku, a nie jak większość po niemiecku. 

Witamy w Bardolino

Spacerkiem do centrum Bardolino

porcik

zmiana ról

Bardolino deptak

na każdym kroku niemiecki język

mnóstwo kamieni by porzucać do wody

na jeziorze

No tak wszystko ładnie pięknie, ale co robić przez parę dni nad jeziorem, w którym niestety nie dało się kąpać, bo za zimno. Oczywiście to, co lubimy najbardziej wskoczyć na dwa kółka i gnać przed siebie. Na pierwszy ogień rowerowej euforii, ze względu na pogodę poszła Riva Del Garda, a dokładnie chcieliśmy się wybrać na Via del Ponale, w sumie jedna z nie licznych tras MTB nad Gardą nadająca się do jazdy trekkingami z przyczepką. Musicie wiedzieć, że nad Jeziorem Garda jest mnóstwo szlaków rowerowych przygotowanych pod rowery MTB (http://www.przewodnikimtb.pl/). Ze względu na obawy, że znów nam się załamie pogoda zaraz w niedzielę po smacznym śniadaniu zapakowaliśmy nasze rowery i pognaliśmy ulicą Gardesana na północ w stronę Riva del Garda. Początkowo chcieliśmy pokonać ten odcinek również rowerami, ale niestety droga ta jest strasznie ruchliwa, więc wybraliśmy opcję bezpieczno-wygodną i pojechaliśmy samochodem. Ruch tego dnia był spory a przy Torbole już nawet zaczął się tworzyć korek.  „O co chodzi?”- myśleliśmy i brnęliśmy dalej w żółwim tempie. Zbawienny okazał się nasz ulubiony market Lidl, gdzie zaparkowaliśmy samochód, by po chwili ruszyć rowerami w stronę Riva. W końcu z Arco były to tylko 2 km do pokonania między miejscowościami. Ależ byliśmy szczęśliwi, że tam zostawiliśmy samochód, bo okazało się że w ten weekend w Riva odbywały się targi rowerowe. Miasto totalnie zatłoczone przez samochody, centrum pozamykane i ciężko było się przedostać na koniec miasta gdzie znajdował się początek Via del Ponale, bo wszędzie rozłożeni byli wystawcy ze swoim sprzętem. Tak, więc szybciutko pognaliśmy przez centrum pstrykając parę fotek by jak najszybciej uciec od tego ścisku i hałasu. Trasa Via di Ponale rozpoczyna się na zachodnim końcu Riva del Garda, a dokładnie przed wjazdem do tunelu przy ulicy Circonvallazione  w stronę Liomne Sul Garda. Kiedyś , dzisiejsza trasa rowerowo-piesza stanowiła główną drogę łączącą Riva z Lago di Ledro, ale w 1999 droga ta została zasypana, gdyż osunęła się ziemia. Do 2004 roku trasa była nie przejezdna, ale władze postanowiły zainwestować w trasę rowerową i odbudowały zasypany odcinek.  Via di Ponale jest bardzo chętnie uczęszczana zarówno przez rowerzystów, jaki i pieszych. A pech chciał, że chyba ze względu na to, że była niedziela i odbywające się targi ludzi na trasie było mnóstwo. Cała trasa (tam i z powrotem) liczy sobie 13 km a jej przewyższenie wynosi jakieś 450 m, więc dla naszych trekkingów z przyczepką nie lada wyzwanie. Początek ścieżki rowerowej już był ciekawy, gdyż zaczynał się od ostrego podjazdu i wykutego tunelu, po którego drugiej stronie przywitała nas pnąca się w górę szutrowa droga. Trzeba było bardzo uważać na pędzących z góry na MTB cyklistów oraz co chwila wymijać pieszych. Wspinając się wzdłuż zachodniej ściany nad Jeziorem Garda mieliśmy piękny widok na miasto Riva i samo jezioro. Im dalej w górę, tym bardziej dawały o sobie znać nogi, a to był dopiero początek męki. Po przejechaniu ok. 4 km szutrową ścieżką zaczęła się fajna droga asfaltowa, tylko, że pięła się nadal w górę serpentyną i końca nie było widać. Kiedy już zauważyliśmy pierwsze budynki zwiastujące, że jesteśmy w Pregasinie, przed naszymi oczami malował się już rychły dojazd do jakieś knajpki na zasłużony złoty napój z pianką. Tak na marginesie- ponoć piwo ma właściwości izotoniczne ile w tym prawdy jest to nie wiemy, ale podoba nam się to stwierdzenie. Niestety do najbliższego wodopoju były jeszcze jakieś 1,5-2km które pokonywaliśmy w bardzo żółwim tempie. Po godzinnej przerwie w Rosalpina i morderczym kolejnym podjeździe po kościółek w Pregasinie, by sprawdzić czy aby nie ma fajnych widoków rozpoczęliśmy w końcu zjazd w dół. Po godzinnym podjeździe odcinek 7 km w dół pokonaliśmy w nieco ponad pół godziny, a i tak jechaliśmy stosunkowo wolno ze względu na Edusia w przyczepce i wariatów pędzących za plecami, którzy musieli widząc nas czasami hamować z piskiem opon. Targi w Riva del Garda trwały w najlepsze, a ludzi wcale nie ubywało, więc czym prędzej pognaliśmy w stronę naszego zaparkowanego samochodu i po szybkich zakupach w markecie ruszyliśmy na późny obiad do naszego kempingu La Rocca. 

trasa z Arco do Riva del Garda

piękna, zatłoczona Riva

widoki cudowne

jeden z licznych tuneli na Via di Ponale

to wąskie załamanie w skale to trasa Via di Ponale

szutrowy odcinek Via di Ponale

widok z trasy na Riva dle Garda i Arco

Pregasina

zjazd do Riva - odcinek asfaltowy Via di Ponale

wracamy do samochodu 

kempingowe gotowanie 

Trasa Via di Ponale

Jakoś jeszcze nam było mało rowerowych wrażeń, dlatego postanowiliśmy wybrać się trasą wzdłuż jeziora do oddalonego o 7 km od Bardolino miasteczka Lazise. Niestety nie doczytaliśmy w przewodniku (z informacji turystycznej), że autor nie poleca tej trasy w okresie letnim ze względu na masę spacerowiczów na deptaku. Co prawda do wakacji było w maju jeszcze daleko, ale za to ludzi cały ogrom, co chwila trzeba było zwalniać i używać dzwonka rowerowego, bo niektórzy to jak „święte krowy”- nie ruszyłeś. W końcu poddenerwowani opuściliśmy przepełniony deptak i podążaliśmy do Lazise ruchliwą drogą samochodową. Po krótkim czasie spędzonym na placu zabaw pod murami obronnymi miasta stanęliśmy przed wyborem jazdy powrotnej w tłumie ludzi, na ruchliwej drodze Gardesana czy też wybrać nie znaną nam dotąd trasę okrężną. Wybór był łatwy, woleliśmy nadrobić kilometrów niż przeciskać się pomiędzy ludźmi czy samochodami. Po przejechaniu zaledwie paręset metrów od centrum Lazise znaleźliśmy się jakby na innej planecie- na spokojnej lokalnej drodze wiodącej wśród domków, łąk, gajów oliwnych i winnic. Trasa fajna, malownicza – jedynie jej opis w przewodniku nie najlepszy. Najbardziej podobał nam się fragment- żeby jechać przez łąkę i przy paskowanym biało-czerwonym domu skręcić w lewo. Na co Tomek stwierdził „a co będzie, jeśli dom przemalują?” Niestety brak w tych regionach oznaczeń tras rowerowych, jakie znamy z naszych wojaży po czeskich i polskich trasach rowerowych. 

przez deptak w Lazise nie dało się jechać

z dala od tłumów

trasa powrotna do Bardolino z Lazise

Trasa Bardolino - Lazise

Tereny nad Jeziorem Garda są naprawę ciekawe i umożliwiają turystom mnóstwo atrakcji, od wędrówki górskiej, przez plażowanie i zabawy w Gardaland, po jazdy rowerowe. Jednakże dużo więcej jest tutaj tras dla amatorów MTB niżeli trekkingowców, a co dopiero rowerzystów z „vozikiem”. Oznaczenie tras to ogólnie bardzo słabo wypada, a przewodnik w postaci nie dokładnej mapy w informacji turystycznej nie pozwala na płynną jazdę, bo co chwila trzeba się zatrzymać i poczytać opis czy aby dobrze się jedzie. To, że Garda podobnie jak Majorka mogłaby się stać bez problemu kolejnym Bundeslandem, nam akurat nie przeszkadzało, a bardziej nawet ucieszyło, bo po gimnastykach lingwistycznych w Toskanii bez problemu można było się wszędzie dogadać. 

Komentarze

Popularne posty