We love Vozik*, czyli parę słów o przyczepce rowerowej

          


Zanim pojawił się nasz mały skarb prowadziliśmy aktywny tryb życia – często chodziliśmy po górach, zwiedzali nowe miejsca i robiliśmy dłuższe i krótsze wypady rowerowe. Będąc w ciąży też w sumie dużo jeździłam rowerem a przynajmniej dopóki mój rosnący brzuch i aura za oknem na to pozwalała, dlatego jak tylko urodził się Edward szukaliśmy rozwiązania kłopotu, jakim był transport maluśkiego człeka rowerem. Nie wyobrażaliśmy sobie by odłożyć nasze kochane jednoślady na bok i czekać aż młody dorośnie do fotelika rowerowego, tym bardziej, że urodził się na wiosnę. Szperając po Internecie znaleźliśmy kilka informacji o przyczepkach rowerowych dla dzieci, które przed rokiem 2012 w Polsce nie były dopuszczone w ruchu drogowym, tzn. chodziło dokładnie o to że nie można było transportować w takowym wynalazku dzieci. Na szczęście przepisy się zmieniły i teraz możemy spokojnie ciągnąc przyczepkę za rowerem nie ryzykując mandatu czy coś takiego. Większość przyczepek jakie
udało nam się wtedy znaleźć w sprzedaży to były przyczepki, które nadawały się do transportu dzieci umiejących już samodzielnie siedzieć, czyli sprawa miała się podobnie jak z fotelikami. Aż w końcu gdzieś na zagranicznych stronach www znaleźliśmy informacje o przyczepkach rowerowych firm Croozer i Chariot. Byliśmy totalnie happy, kiedy okazało się że można w nich wozić dzieciaka praktycznie od ukończenia 4 tygodnia życia. 

Pierwsza przymiarka -kwiecień 2012 

W celach transportowych takich maluszków wystarczyło dokupić specjalny hamaczek. Teraz już też wiemy, że oprócz wcześniej wymienionych firm specjalizujących się w przyczepkach rowerowych jest  jeszcze kilka innych jak Nordic Cab czy Burley. Nie kryjemy, że znaczącą rolę przy wyborze przyczepki odegrała oczywiście cena. Wydawanie ponad 4 tys. zł na „gołą” przyczepkę wydawało nam się kosmosem. Chodzi tutaj o Chariot, to prawda są naprawdę świetnie wykonane i wykończone- wewnątrz wyścielany jest miękkim materiałem, ale w zestawie mamy praktycznie samą przyczepkę bez takich ekstra spraw jak opcja joggera (wózka do biegania), którą trzeba sobie dokupić. Poniekąd naszego Croozera kupowaliśmy nieco w ciemno, skuszeni dobrymi opiniami w necie i oczywiście wyposażeniem „zestawu startowego”.  Podczas naszego dwuletniego użytkowania przyczepki rowerowej Croozer, zwanej przez nas vozikiem*, możemy Wam spokojnie przekazać nasze uwagi co do niej czyli jej plusy i minusy.

Zacznijmy od tych przyjemniejszych czyli zalet:

1. Wyposażenie Croozera na „dzień dobry”, czyli nie trzeba dodatkowo kupować do niego niezbędnych części, bo na wyposażeniu jest oprócz przyłącza do roweru, dodatkowe kółko zmieniające naszą przyczepkę w wózek do joggingu oraz mniejsze kółko z tworzywa, które zmienia vozik w zwykły wózek (nawet bym powiedziała miejski).
Rowerem po winnicach Morawy Południowe 2013

Spacer po Gdańsku 2012

III Bieg Twardziela, Racibórz 2014

2. Dużo miejsca dla dzieciaka w środku- akurat mamy opcję Croozer Kid 1

Pierwsze wakacje Edusia nad polskim morzem 2012

w przerwie, Zabełków 2013

3. Łatwo się go składa – wystarczy odpiąć koła i zabezpieczenia w środku przyczepki i mamy wąziutki aczkolwiek szeroki element, który przypuszczam wchodzi do każdego samochodu czy to do bagażnika czy na tylne siedzenie. My sami wybraliśmy vozik na wypad narciarski zamiast naszego tradycyjnego wózka (który zresztą i tak nam stoi i się kurzy), bo jechaliśmy w 4 dorosłych plus Ed plus cały sprzęt narciarsko-snowbordowy  i po prostu zależało nam na miejscu.

4. Jest bardzo ładowny o czym przekonaliśmy się będąc na wakacjach nad naszym polskim morzem kiedy Edi miał pół roku – wiadomo pogoda w kratkę więc trzeba ubierać się na cebulkę, a że robiliśmy długie spacery to jeszcze oprócz rzeczy pierwszej (i najważniejszej) potrzeby młodego zabieraliśmy koc i nosidło. Najlepszym jednak przykładem ładowności naszego kozika jest nasz spontaniczny wypad pod namiot, kiedy to Croozer oprócz Edusia pomieścił namiot, 2 maty samopompujące, koce, śpiwór, jakieś jedzonko i część ubrań.

Załadowani po brzegi, Hlucin 2013

całość mieściła się w przyczepce, Bałtyk 2012

5. Croozer też jest naprawdę łatwy w utrzymaniu czystości- wystarczy przetrzeć go wilgotną szmatką, a kiedy mamy do czynienia z naprawdę wielkim brudem (jak na fotce) to myjka ciśnieniowa też da radę.

błotko, Rudyszwałd 2014

A teraz ta mniej przyjemna strona- choć są to mankamenty, z którymi albo łatwo się uporać albo idzie się do niech przyzwyczaić.

1. Brak amortyzacji-jeżdżąc raczej po utwardzanych pięknych szosach nie będzie to stanowiło większego problemu, ale jeśli ktoś tak jak my jeździć chce po drogach nieutwardzanych, polnych to amortyzacja jest bardzo konieczna, bo młodego w środku bez niej może nieźle wytrzepać. Rozwiązanie tego problemu jest dość proste wystarczy dokupić amortyzatory m. in. produkuje je czeska firma DOKOV (amortyzatory DOGY), a kupując je i tak będzie taniej niżeli kupując przyczepkę Chariot.

za stromo by zjechać, Zillertal Austria 2013

takie trasy lubimy, pomiędzy Roszków a Rudyszwałd 2013

2. Przemakalność podłoża. Podłoga w przyczepkach rowerowych Croozer jest tekstylna i ma otwory, więc niestety zdarza się jej przemakać. Ja osobiście przekonałam się o tym kiedy podczas joggingu z młodym dopadła nas ulewa. I chociaż od góry woda do środka vozika się nie dostała to jednak mokra trawa i kałuże od spodu zmoczyły nam podłogę. Ed jednak nie narzekał bo i tak był suchy dzięki podwieszonemu siedzisku.

czasami książe marudzi, jogging Roszków 2013

3.Utrudnienia przy bieganiu. Jest to minus do którego niestety trzeba się przyzwyczaić. Jak już wspomniałam vozik ma duży bagażnik przeszkadza on nieco podczas biegania. Trzeba po prostu uważać by nie kopać stopami o zderzak.

pierwsze wspólne bieganie, Roszków  2013

Ogólnie bardzo polecamy przyczepkę rowerową Croozer i nie jest to jakaś kryptoreklama tylko opinia zadowolonych klientów. My pierwszy raz Edusia wieźliśmy na 12 km wycieczkę rowerową kiedy mały miał 6 tygodni- wcześniej moja mama modliła się o deszcz, a tato dopytywał czy aby na pewno mały się nam nie udusi w środku, bo to takie zabudowane. Jak widzicie Ed przeżył swój pierwszy wyjazd Crozzer’em dobrze i nadal chętnie nim jeździ-nawet sam wskakuje do przyczepki czy to kiedy idziemy na rowery czy też pobiegać. Najlepszym dowodem na to ,że mały dobrze czuje się w swoim voziku to fakt, że praktycznie zawsze smacznie sobie śpi-nawet kiedy jeździmy po bardzo wyboistej drodze czy też błocie.
Zadowolony pasażer, dom 2013
zdarza się że Ed nie chce wyjść, Roszków 2013

w trasie do Zabełkowa 2013




Linki:
amortyzatory Dogy do Croozera http://www.odpruzeni.cz/


 * vozik- ze względu na zakup przyczepki rowerowej w Czechach mówimy o niej tak, bo po czesku "vozik za kolo" znaczy przyczepka rowerowa




Komentarze

  1. Vozik za kolo brzmi cudownie!

    Czy te amortyzatory pasują tylko do Croozera czy to jakiś uniwersalny patent?

    A my właśnie ze względu na tą przemakalność uderzamy teraz w przyczepkę z plastikowym dnem. Juz się doczekać nie możemy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiemy wiemy, że szykujecie się na Nordic Cab :D swoją drogą to podłoże w nich naprawdę świetny pomysł, co do amortyzacji to raczej specjalnie robią pod Croozera lub Chariota, ale Tomek twierdzi że konstrukcja tego jest całkiem prosta i można by było dopasować do innego wózka. Jak byście chcieli to można napisać maila do firmy Dokov czy by do Nordic Cab pasowało. A tu fotka jak wygląda dokładnie ten amortyzator: http://www.odpruzeni.cz/img-product/odpruzeni_dogy_logo.jpg

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty