Czeski weekend- Lysa Hora

Kiedy się pojawia na horyzoncie, mówi się, że będzie zmiana pogody- mowa tutaj o oddalonej od naszego domu około 60 km Lysej Horze w Czechach. Dokładnie to Lysa Hora znajduje się w Beskidzie Morawsko-Śląskim i jest jej najwyższym szczytem mierzącym 1324m n.p.m. Nazwa Lysa Hora – Łysa Góra, a po Śląsku ponoć Gigula bierze się z tego, że szczyt wygląda na wygolony, a wszystko to przez surowe warunki jakie tam panują. Potwierdzamy zawsze jest tam zimniej niż w niżej położonych partiach i praktycznie zawsze wieje. Chociaż szczyt sam w sobie nie zachwyca- bardzo zabudowany, to rozciąga z niego piękny widok praktycznie na wszystkie strony świata. Na Lysą wybraliśmy się już trzeci raz (Eduś- pierwszy) i trzeba powiedzieć, że poprawie 5 latach dużo się zmieniło, zwłaszcza w partiach pod szczytem, gdzie jeszcze niedawno górowały „martwe drzewa”, teraz są one doganiane przez młode świerk, a poniżej pni rozrosła się jeszcze bardziej kosodrzewina, która została tutaj sztucznie posadzona. Pewnie was interesuje co to są te "martwe drzewa"? Otóż są to wystając, wysokie, wyschnięte głównie pnie drzew. Z początku myśleliśmy, że stan ich wskazuje na to, że las został zniszczony, ale jak się dowiedzieliśmy się z tablicy informacyjnej "martwe drzewa"-"nie są oznaką złej gospodarki leśnej, czy niedostatecznej dbałości o rezerwat. Służą jako mechaniczna ochrona przed silnymi wiatrami. Jednocześnie chronią młode przyrosty drzew przed ekstremalnymi warunkami klimatycznymi najwyższych partii Beskidów Morawsko Śląskich"
Na Lysą Horę prowadzą liczne szlaki my wybraliśmy szlak żółty spod zbiornika wodnego Sance i wędrówka na wietrzny i zimny szczyt zajęła nam przeszło 2 godziny i prowadziła leśnymi ścieżkami, była trochę wyczerpująca, ale przyjemna. Na szczycie Lysej długo nie zabawiliśmy, bo akurat panują tam prace budowlane- stawiają nowe schronisko i jedynym miejscem na pożywienie jest Kameňák tzw. Kamienny dom, a tam z kolei panował straszny zaduch i ciasnota. Niestety nie było nam dane rozkoszować się pysznym gulaszem z kurczaka w "bramboraku" (placek ziemniaczany) a jedynie szybko zjedliśmy prawie, że zimną zupę gulaszową i ruszyliśmy w drogę powrotną. W sumie trasa w dół też miała trwać ok. 2 godzin marszu, ale niestety pierwszy raz pomyliliśmy szlaki i zamiast iść trasą czerwoną do Ostravicy, a później niebieską na Mazak poszliśmy zaraz trasą niebieską, która akurat prowadziła w całkiem inną stronę, bo na Frydlant i Krasną. Zorientowaliśmy się po godzinie marszu mijając tablicę informacyjną przy Ivančena (925 m npm) i tak nadrobiliśmy 8 km wędrówki.
Cała nasza wyprawa trwała w sumie 6 godzin i 20 minut i pokonaliśmy odcinek 25 km.































Komentarze

Popularne posty