Rowerowy Zillertal

Jak już pisałam w pierwszym poście o Austrii, Zillertal daje dużo możliwości by wyruszyć na wycieczkę rowerową. Z domu zabraliśmy nasze rowery i oczywiście przyczepkę dla Edwarda, bo bez niej ani rusz. Nasze trekkingi  jak zresztą zawsze, dobrze sprawdziły się na szerokiej trasie  wzdłuż rzeki Ziller, jednakże miały nas zaskoczyć w nieco wyżej położonym terenie. Wycieczka rowerowa promenadą nad rzeką jest przyjemna - nie wymagająca wysiłku, chociaż  bardzo uczęszczana przez rowerzystów, biegaczy jak i pieszych. Pokonując tą trasę brakowało nam nieco  wysiłku wynikającego ze zróżnicowania terenu do czego jesteśmy przecież przyzwyczajeni jeżdżąc po naszych okolicach. W Mayrhofen łatwe i nie górskie trasy prowadzą raczej szerokimi ścieżkami lub ulicami, a nie jak u nas polami czy też lasem. Na granicy miasta z lasem jest ścieżka tyle, że przeznaczona dla ruchu pieszego, co zresztą nie stanowiło dla nas najmniejszej przeszkody by nasze dwu kołowe pojazdy skierować na nią. Po pedałowaniu oczywiście zasłużony wypoczynek przy radlerze my starsi a Eduś szalał w plastikowym zamku.







Jednak na przyjemnych ścieżkach promenadą nasza przygoda rowerowa w Austrii się nie zakończyła. Zawsze chciałam spróbować jak to jest pojeździć po górach- teraz już wiem że bez porządnego mountain bike i treningu nóg ani rusz. Tak więc aby zakosztować górskich klimatów na rowerze zapakowaliśmy nasze pojazdy do gondoli i wjechali na pośrednią stację na Penken. Według broszury trasa miała być lekka i przyjemna, ale niestety nie odnosiło się to do nas i naszego sprzętu. Jednak pomimo nie sprzyjających warunków atmosferycznych i z wywalonym jęzorem udało nam się pokonać te 360 m przewyższenia. Nadal jestem pełna podziwu dla Tomka, że dał radę wjechać pomimo prawie 30 kg obciążenia z tyłu- przyczepka+Eduś. Ogólnie wjechaliśmy stosunkowo późną porą na Penken, bo krótko przed 16:30 (nawet latem gondole kursują tylko do 16:30), ale udało nam się jeszcze zamówić na Christa'sSkialm rozgrzewający Jagatee. Panie na schronisku bardzo się przejmowały kiedy dowiedziały się że mamy zamiar zjechać rowerami w dół do Hippach z małym w przyczepce. Szybko zrozumieliśmy dlaczego. Początkowa trasa w dół do Hippach z Penken prowadziła stromą ścieżką żwirową, tak że nasze rowery nie dawały rady i się ślizgały, dodatkowo przyczepka zaczęła wyprzedzać Tomka. Nie zostało nam nic innego jak podreptać piechotą pierwszy odcinek. Kiedy stromizna zelżała, odważyliśmy się i ruszyli powolutku w dół na rowerach mając cały czas dłonie na hamulcach i omijając stojące na trasie krowy. Ostatni najdłuższy odcinek trasy pokonaliśmy już szeroką asfaltową drogą, jadąc w sumie jakieś 20 km w dół. Pomimo brzydkiej pogody widoki i tak były fascynujące, jedynie nogi i ręce nam obmarzły, ale to chyba z tego pędu w dół...


















Komentarze

Popularne posty