Południowe Morawy cz.3


Celem naszego trzeciego dnia na Południowych Moravach miła być łatwa, rodzinna wycieczka rowerowa przez Lednice do Břeclav,jednakże pogoda zweryfikowała nasze plany. 


Wstaliśmy koło 7:00  przywitani uśmiechniętą miną synka i jego słodkim "cześć". Już z rana odczuwalny był upał, więc chcieliśmy wyruszyć jak najszybciej. Po smacznym śniadaniu na świeżym powietrzu w trasę ruszyliśmy stosunkowo wcześnie, bo koło godziny 9:00 biorąc pod uwagę pakowanie ekwipunku i zakup wody- niezbędnej przy tym upale. 





Trasa nr 5043 wpierw biegła przyjemną, trochę pagórkowatą drogą by w końcu doprowadzić nas do dobrze osłoniętej i asfaltowej ścieżki w lesie. Tak apropos ścieżek rowerowych, dlaczego u nas w Polsce nie umieją robić ścieżek asfaltowych, a wszędzie kładą tą nie praktyczną kostkę brukową? 






Ale wracając do tematu. Po przyjemnych 13 km dotarliśmy do uroczego miasta Lednice z pięknym nowogotycki zamkiem, parkiem zamkowym i minaretem. Mimo woli udało nam się zwiedzić park zamkowy dość dobrze, bo zwyczajnie po przerwie na małe uzupełnienie płynów w fajnej przydrożnej knajpce ruszyliśmy w stronę wioski Podivin i oczywiście pomyliliśmy drogę przez brak jednoznacznego znaczenia trasy nr 5066 przy zameczku Janův hrad. Ola nie znosi zbyt dobrze wysokich temperatur to też szybko zaczęła się irytować, jednakże urocze widoki w parku zamkowym nieco ją złagodziły.









W końcu udało nam się dotrzeć do trasy nr 5066, ale jechaliśmy normalną drogą publiczną by dotrzeć do niej i znów się zgubić. A wszystko , dlatego że ktoś ogrodził sobie trasę rowerową i postawił furtkę, nie pisząc na niej, że " tutaj prowadzi trasa rowerowa nr 5066, prosimy zamknąć furtkę". Z opresji niejako uratowała nas miła pani, ale trochę trasy nadrobiliśmy. Będąc już na właściwej ścieżce mogliśmy wypocząć w cieniu drzew, a Eduś utnął sobie dość długą drzemkę.Zresztą przy tym upale nie było się biedakowi co dziwić i tak dzielnie znosił taką aurę. 



Po sprawdzeniu mapy byliśmy przygotowani na małe przewyższenia, ale "małe" w upale w samo południe znaczy totalne wyczerpanie. Nigdy chyba jeszcze tyle na rowerze się nie pociliśmy co pod górkę mijając winnicę. Ogólnie dzień ten byłchyba "dniem totalnych pomyłek", bojak się okazałow poniedziałek w domu zamiast jechać z Rakvic do Přítluky (z górki) myśmy wybrali trasę wzdłuż " Moravské vinařské stezky" nr 5066 przez  Zaječí doNove Mlyny gdzie była nasza baza wypadowa.





Szczęśliwi i totalnie przegrzani dotarliśmy po 13 do kempingu, gdzie pożywieni pysznymi borówkami z lodami -prawie płynnymi, ale i tak zimnymi rozpoczeliśmy pakowanie naszego wyposażenia do samochodu by poobiedzie w typowo czeskiej restauracji udać się w stronę domu. Wcześniej jednak zahaczyliśmy o sklepik winny, w którym dzień wcześniej Tomek się schładzał by za ostatnie czeskie korony zakupić smaczne wino.

Komentarze

Popularne posty