Południowe Morawy cz.2

Po zarządzeniu pobudki o 6.30 przez Edwarda zjedliśmy śniadanie na świeżym powietrzu i o około 8.30 wyruszyliśmy w trasę wokoło zalewu.


Pogoda była piękna, o tej porze dnia bardzo rześka, ale z czasem zaczynał doskwierać upał. Trasa wiodła najpierw wzdłuż brzegu zalewu, później zbaczając w stronę miejscowości Sakvice, następnie przez sady z drzewami uginającymi się od przepysznych moreli i brzoskwiń - próbowaliśmy ;).







Kolejno minęliśmy pola zboża i świeżo skoszone ścierniska. W następnej miejscowości Strachotinie zrobiliśmy małą przerwę w miejscowej gospodzie gdzie Edi posilił się słodyczami a my uzupełniliśmy płyny. 




Kolejny etap rozpoczął się od poszukiwania początku trasy, ale po kilku niecelnych decyzjach udało się nam dostać na właściwą drogę która biegła w cieniu drzew nad brzegiem zalewu.



Około południa upał dawał nam się już bardzo mocno we znaki i myśleliśmy o dobrym miejscu na przeczekanie tych najtrudniejszych godzin. Korzystając z uprzejmości pracownika budowlanego, który wpuścił nas bez kolejki na teren Autokempingu przez boczną bramę mogliśmy się zregenerować i popluskać się z synem w wodzie.




Po 15.30 ruszyliśmy w dalszą drogę. Edi się totalnie zrelaksował i zasnął głębokim snem. My w tym czasie pedałując podziwialiśmy widoki z nabrzeżnej ścieżki rowerowej.



Później trasa wiodła przez groblę na zalewie i dalej polami na całkowicie odkrytym terenie gdzie słońce dało nam się okropnie we znaki. Po godzinie pedałowania dotarliśmy do miejscowości Doli Vestonice, gdzie Edi pierwszy raz w życiu przejechał się na karuzeli.






Po odpoczynku nasz synek nie chciał dalej jechać tak mu się karuzele spodobały. Po stanowczym ulokowaniu go w "rydwanie" skapitulował, a my pokonując zmierzaliśmy w stronę pola namiotowego. Po drodze zatrzymaliśmy się przed Vinnym Sklepem ( Winna Piwnica) i Tomek poszedł kupić winko do kolacji. Wrócił po dłuższej chwili z westchnieniem na ustach UFF jak gorąco. Okazało się ze oprócz wina w tej piwnicy jest stała niska 10 stopniowa temperatura przez cały rok. Z zapasami ruszyliśmy w dalszą drogę. Po całym dniu pedałowania wróciliśmy szczęśliwi i zmęczeni chociaż nie udało się zrealizować całej trasy która zakładała jeszcze dotarcie do Mikulova i powrót przez Klentnice i Pavlov, ale na ten etap zabrakło już sił. Po powrocie na pole namiotowe była kolacja, spacer po Nowych Mlynach walka z komarami i namiot.


Komentarze

Popularne posty